Marzenę Wróbel jako jedynego chyba członka komisji oburzył fakt, że Czuma... popiera swoją kandydaturę. - Rozumiem, że jest pan pomazańcem. Pomazańców znajdujemy zawsze w dwóch grupach:
PSL-u i Platformy - tak Wróbel zaatakował Czumę po tym, jak ten podziękował posłom za oddanie głosów.
- Podjąłem się tego, aby dodać dynamiki pracy komisji i żeby w przyzwoitym czasie zakończyć prace - powiedział po wyborze.
Skąd taka pełna złości reakcja? Wróbel -
oceniana (poza PiS-em) jako członek komisji źle - być może uważała, że to... ona powinna szefować komisji. Jej kandydaturę zgłosił
Arkadiusz Mularczyk. - Jest bardzo pracowitym parlamentarzystą. Przygotowała wiele projektów ważnych ustaw - rekomendował koleżankę. W głosowaniu jako jedyny poparł Wróbel.
Czuma: Nie nadzorowałem. Mularczyk: Nadzorował Mularczyk i Wróbel znów kilkakrotnie próbowali wywołać dziś na posiedzeniu komisji kłótnię.
Przed głosowaniem Mulaczyk zapytał Czumę czy uważa, że powinien być członkiem komisji, a tym bardziej przewodniczącym, jeśli pełnił funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego i nadzorował śledztwa, którymi zajmuje się komisja - m.in. sprawę legalności działań CBA w tzw. aferze gruntowej. - Pan jako były prokurator generalny mógłby być świadkiem przed komisją z uwagi na swoje spotkania z szefem CBA Mariuszem Kamińskim i swoją rolę w tej sprawie - zwrócił się do Czumy Mularczyk.
Czuma podkreślił, że nie ma podstaw do tego, by nie kierował pracami komisji. Wyjaśnił, że nie nadzorował prowadzonej przez rzeszowską prokuraturę sprawy, dotyczącej działań CBA. - Nie nadzorowałem w ani jednej sekundzie, w ani jednej części - powiedział.
Przyznał, że spotkał się "dwa razy" z Mariuszem Kamińskim, ale temat rozmów "nie dotyczył prac komisji śledczej".
Wróbel: To posiedzenie jest nielegalne Na początku posiedzenia komisji Wróbel oświadczyła, że jej zdaniem nie powinno ono się odbyć, ponieważ regulamin Sejmu mówi o tym, że posiedzenie może być zwołane przez prezydium bądź przewodniczącego. Tymczasem - podkreśliła - zwołał je wiceprzewodniczący komisji Lech Deptuła (PSL). Jej stanowisko, oczywiście, poparł Mularczyk. - Dzisiejsza komisja jest zwołana w sposób nielegalny - powiedział.
Na wątpliwości posłów
PiS odpowiedzieli przedstawiciele biura legislacyjnego Sejmu, którzy uznali, że posiedzenie może się odbyć. Wyjaśnili, że w wypadku braku przewodniczącego możliwe jest, by w imieniu prezydium komisji decydował jej wiceprzewodniczący.
Posłowie zdecydowali dziś też, aby wezwać w charakterze świadka Macieja Jabłońskiego - szefa gabinetu politycznego Andrzeja Leppera w czasie, gdy był on ministrem rolnictwa.