Wierzcie lub nie, ale klimat to największe wyzwanie ludzkości

Ocieplenie klimatu zaczyna wyglądać poważnie i przerażająco, gdy skonfrontujemy je z historią ludzkości. Czeka nas szybsza i gwałtowniejsza zmiana niż ta, która umożliwiła powstanie obecnej cywilizacji.
Nie wiem jak państwa, ale mnie zupełnie nie ruszają ostrzeżenia, że jeżeli nic nie zrobimy w sprawie klimatu, to wyginą polarne niedźwiedzie. Zabraknie im lodu z którego polują na foki. Oczywiście jestem wielkim wielbicielem tych zwierząt. Są wspaniałe i nie ma nic przyjemniejszego niż patrzenie na to, jak przemierzają lodowe pola. Z drugiej strony, na świecie co chwila ginie jakiś gatunek z różnych przyczyn i jakoś nas ludzi to specjalnie nie dotyka.

Alarmujące tytuły, że zostanie zalane jakieś państewko wyspiarskie, którego nikt nie potrafi wskazać na mapie, nie wzbudzają we mnie nawet dreszczyka emocji. Czy to taki wielki problem dla ludzkości ewakuować i osiedlić w innym miejscu na świecie kilka tysięcy ludzi?

Albo to, że w ciągu ostatnich lat mamy więcej huraganów. Ciekaw jestem ilu z czytających ten tekst dotknął taki huragan? W telewizji to wygląda przerażająco, ale umówmy się, tak naprawdę mało kto się tym przejmuje. Straszenie katastrofami w odległych krainach ma tylko ten skutek, że bardzo współczuję, i to tylko przez chwilę, ludziom, którzy tam mieszkają.

Zmiany klimatyczne przed którymi stoimy uważam jednak za największe wyzwanie ludzkości od czasu, gdy stworzyliśmy społeczeństwa. By to zrozumieć nie trzeba się oglądać na wyspiarskie państewka albo to, co się stanie z polarnymi niedźwiedziami, ale trzeba przyjrzeć się naszej historii.

Ciężkie życie w chłodzie

Człowiek współczesny powstał 200-150 tysięcy lat temu w Afryce. Mniej więcej 100 tysięcy lat temu dotarł na Bliski Wschód, ok. 60 tys. lat temu do Australii, a prawie 40 tys. lat temu do Europy. Kilkanaście tysięcy lat temu ludzie rozpoczęli kolonizację Ameryki. Nasze rozprzestrzenianie się po świecie na pewno ułatwiał klimat. Jeszcze 20 tysięcy lat temu trwała końcówka epoki lodowej. Poziom mórz był niższy niż teraz, bo wielkie masy wody uwięzione są w lodach. Na przykład cieśninę Beringa między Azją a Ameryką, można było przejść suchą stopą.

Większą część północnej półkuli pokrywały wtedy lodowce, a w tam gdzie ich nie było, mieliśmy dziś już nie istniejące środowisko zwane stepotundrą - coś w rodzaju zimnego suchego stepu na którym pasły się mamuty i cała masa innych wielkich zwierząt, takich jak niedźwiedź jaskiniowy, który choć wielki i zapewne przerażający z wyglądu, był wegetarianinem.

Kiedy wszyscy byliśmy łowcami

Nasi przodkowie polowali na te zwierzęta za pomocą coraz bardziej skomplikowanych narzędzi. Gdzieś już w tych czasach pojawił się łuk. Ale nawet tak sprawne narzędzie nie potrafiło grupom łowców zapewnić tego, co mamy dziś, a mianowicie nadwyżki żywności. W tamtych czasach wszyscy członkowie grupy musieli zajmować się polowaniem lub innymi czynnościami z tym związanymi. Dziś oczywiście to trochę trudne do zrozumienia, bo wystarczy wyjść do sklepu lub restauracji by zjeść obiad, ale wyobraźmy sobie, jak wyglądałoby nasze społeczeństwo, gdyby każdy od bankiera, przez naukowca aż po policjanta czy żołnierza musiał poświęcić czas, by zdobywać żywność.

Wniosek jest oczywisty. Nie byłoby mowy o żadnym innym zawodzie poza łowcą. Nie byłoby mowy o społeczeństwie. I dokładnie tak było wtedy. Życie ówczesne było na tyle ciężkie, że na całej planecie żyło około miliona ludzi, czyli dwa i pół razy mniej niż dziś w Warszawie. Ten ciężki żywot nasi przodkowie zawdzięczają ówczesnemu klimatowi, który na szczęście dla nas powoli zaczął się ocieplać.

Robi się cieplej - pogoń za obiadem schodzi na plan drugi

W ciągu nie więcej niż 10 tysięcy lat, temperatura średnia naszego globu wzrosła o około 5-6 stopni. Zaczęło się to jakieś 20 tysięcy lat temu, a skończyło 10 tysięcy lat temu. Ta rewolucyjna zmiana spowodowała, że nasz przodek mógł zamienić się w rolnika. Stało się to najpierw na Bliskim Wschodzie, a potem jeszcze w kilku miejscach jednocześnie. Mógł udomowić i uprawiać pierwsze rośliny. Początkowo było mu zapewne trudno, ale bardzo szybko okazało się, że rolnicy mogą robić to, czego nie mogą łowcy, a mianowicie produkować nadwyżki żywności.

Nie mam wątpliwości, że ten skok temperatury o niewinne brzmiące 5 stopni, stworzył nas jako ludzi współczesnych. Rolnictwu zawdzięczamy absolutnie wszystko poza umiejętnością rozpalania ognia. Bez nadwyżki w produkcji żywności nie było by koła, piramid, antycznej kultury, filozofii, pisma, druku, matematyki oraz pieniędzy, bo nikt nie miałby czasu na wymyślanie takich rzeczy. Samochód, rakieta i medycyna oraz Internet są wynikiem tego, co się stało wtedy. Gdyby nie to ocieplenie, nie mielibyśmy czasu na wynalazki, nie byłoby po prostu społeczeństw, bo musielibyśmy się zajmować uganianiem się za obiadem.

Żyjemy w niebezpiecznie ciepłej dekadzie

Ten nasz wielki rozwój nastąpił dość niedawno, bo między zaczął się między 10 a 8 tysięcy lat temu. Od tego czasu do dziś, a raczej do połowy XIX wieku jest dość przyjemnie. Nie jest za zimno, ani za gorąco. A przede wszystkim jest bardzo stabilnie. Na przykład przez ostatnie tysiąc lat zmiany średniej temperatury na półkuli północnej nie były większe niż stopień, a zwykle chodziło o ułamek stopnia.

Badania paleoklimatologów wykazały, że w czasie tak zwanego optimum średniowiecznego, najczęściej datowanego na okres pomiędzy IX a XIV wiekiem, średnia temperatura globalna była na poziomie porównywalnym ze średnią z lat 1961-1990. Kończąca się już dekada jest cieplejsza od tej średniej o ponad 0,4 stopnia Celsjusza. Coś, co nazywamy małą epoką lodowcową, czyli okres od XVI do XIX wieku, gdy zdarzały się zimy w czasie których przez zamarznięty Bałtyk można było przejechać saniami, charakteryzowało się temperaturą o kilka dziesiątych (0,6-0,8) stopnia niższą niż w czasie optimum średniowiecznego.

To nie spektakularna katastrofa zniszczyła Majów

To, że było przyjemnie całej ludzkości nie oznacza, że niektóre nawet bardzo rozwinięte społeczności nie dostały potężnie w kość. Decydowały o tym zmiany średniej temperatury właśnie o te dziesiątki stopnia. Warto polecić znakomitą książkę profesora Jareda Diamonda "Upadek" opowiadającą o takich cywilizacjach. Liczące, wg różnych szacunków, od 3 do 14 milionów ludzi społeczeństwo Majów dobiła susza, a raczej szereg susz w pierwszym tysiącleciu naszej ery, które niszczyły kolejne ośrodki tej kultury. Gdy w połowie XVI wieku Crortes przemierzał tamte tereny, żyło na nich 30 tys. niedożywionych Indian, a Hiszpanie mieli poważne problemy ze zdobyciem żywności. Wikingowie, którzy jeszcze w początkach średniowiecza jakoś radzili sobie na Grenlandii, gdy nieznacznie się ochłodziło wyginęli na tej wyspie. Te kataklizmy dotykały ludzi w czasie wahań liczących ułamek stopnia średniej temperatury. Społeczeństwa te znikały nie dlatego, że zniszczyła je spektakularna katastrofa, typu powódź, czy huragan. Zabijał je powoli pogłębiający się brak żywności. Tak powolny, że nie zauważalny, ale na tyle szybki, że nie zdołali sobie z nimi poradzić.

My stajemy przed wyzwaniem o niebo większym. Choć jesteśmy uzbrojeni w nowoczesne technologie, to wcale nie oznacza, że będzie nam łatwiej. Skala zmian jest o wiele większa.

Oby ziemniak nie był towarem luksusowym

W ciągu ostatniego stulecia wzrost temperatury wyniósł około 0,8 stopnia. Mało tego, według przewidywań naukowców z Międzyrządowego Panelu Klimatycznego ONZ (IPCC) wzrost średniej temperatury będzie wynosił w ciągu nadchodzącego stulecia od 1 do 5 stopni - najprawdopodobniej około 3. W ciągu zaledwie stu lat czeka nas średni skok temperatury, który jedynie można porównywać z tym co się działo, gdy kończyła się ostatnia epoka lodowa i nasi przodkowie zamieniali się z łowców w rolników. 3 stopnie w przeciągu stu lat to kilkadziesiąt razy szybciej niż wtedy gdy tworzyły się podstawy naszej cywilizacji i tak gwałtowna zmiana z łatwością może naruszyć to, na czym jest oparty nasz sukces. Łatwiej nie będzie również dlatego, że dzisiejszy świat jest zupełnie inny niż ten przed 10 tysiącami lat. Zamiast miliona jest nas blisko siedem miliardów i mamy znacznie mniej zasobów do podziału. Oczywiście nie oznacza to, że czeka nas zagłada. Ale świat w którym będą żyły nasze dzieci i wnuki, a może niektórzy z nas, zapowiada się bardzo nieprzyjemny. Nie ze względu na brak niedźwiedzi polarnych, huragany czy powodzie ale dlatego, że zwykły ziemniak może się okazać towarem luksusowym.

Greenpeace apeluje. Chcesz, by politycy powstrzymali zmiany klimatu? Podpisz się