Na oddziale długoterminowym w szpitalu Strusia leżą głównie starsi, schorowani ludzie. -
Przywieziono mnie tutaj po wypadku, byłam leżąca, a dziś sama chodzę - mówi pani Helena. Ona i pozostałych 50 pacjentów nie wyobrażają sobie, co zrobią, gdy oddział zostanie zamknięty. - To będzie dla nas wielka strata, przecież nie mamy gdzie pójść, w domu nikt nam nie pomoże. Tutaj mamy rehabilitację i pełną opiekę pielęgniarek - mówi starsza kobieta.
O los pacjentów martwi się też Anna Baranowska, kierowniczka jedynego w Poznaniu oddziału opieki długoterminowej. - Ci ludzie czują się zagrożeni, że zostaną bez pomocy. Pytają mnie, co będzie z nimi, czy im pomogę - mówi kierowniczka. Większość jej podopiecznych wymaga 24godzinnej pomocy, sami nie są w stanie nic zrobić. - Tu leżą chorzy na Alzheimera, Parkinsona, mamy osoby z ciężkim zespołem otępiennym, czy po udarach mózgu - wymienia Baranowska.
Teraz jej pacjenci leczenie, rehabilitację i opiekę w szpitalu mają bezpłatną. Od stycznia, jeśli uda im się w ogóle dostać do zakładu opiekuńczo leczniczego (tylko jeden istnieje w Poznaniu) będą musieli oddać aż 70 emerytury lub renty. - Rzadko którego z nich będzie na to stać, bo zazwyczaj ludzie ci mają niewielkie świadczenia, a za mieszkanie płacą połowę swojej emerytury - podkreśla Anna Baranowska.
Co na to
NFZ? -Wiemy, że wiele osób może mieć problemy, ale niestety względy społeczne nie mogą być przyczyną pobytu pacjenta na oddziale szpitalnym. O tym decydują wyłącznie względy medyczne, tak było, jest i pewnie jeszcze długo będzie - odpowiada Barbara Morawska, dyrektor do spraw medycznych w wielkopolskim Funduszu. Swojej decyzji o likwidacji takich oddziałów, jak ten w poznańskim szpitalu Strusia NFZ już nie zmieni.