Według sobotniej "Rzeczpospolitej", w połowie października w Kołobrzegu, gdzie przez wiele lat mieszkał były dowódca Wojsk Lądowych gen. Waldemar Skrzypczak, pojawili się funkcjonariusze SKW. W urzędach miejskim, powiatowym i gminnym mieli szukać informacji dotyczących majątku generała.
Miało chodzić o kilka
nieruchomości leżących na terenie powiatu. -
Ministerstwo Obrony Narodowej nie stawiało żadnych zadań Służbie Kontrwywiadu Wojskowego. Dziś minister Bogdan Klich polecił szefowi SKW przygotowanie szczegółowej informacji na ten temat - oświadczył w reakcji na artykuł rzecznik
MON Robert Rochowicz.
Dyrektor gabinetu szefa SKW płk Krzysztof Dusza napisał, że SKW "z zasady nie udziela żadnych informacji o prowadzeniu konkretnych czynności służbowych wobec jakichkolwiek osób. W związku z tym SKW nie potwierdza i nie zaprzecza informacjom zawartym we wspomnianym artykule". SKW podkreśla, że jej działania "zawsze i w każdym przypadku realizowane są na podstawie i w granicach prawa".
Skrzypczak, który we wrześniu - po ostrym konflikcie z ministrem obrony narodowej - postanowił odejść z armii (chodziło o jego wypowiedzi nt. zaniedbań wojskowych urzędników przy dostarczaniu sprzętu do Afganistanu), jest zaskoczony sprawą. Twierdzi, że z początku nie wierzył, by miano go obecnie sprawdzać. - Jeżeli mnie inwigilują, to jestem tym zaskoczony. Było przecież wiele okazji, by mnie prześwietlać, gdy byłem w służbie. Motyw jest jeden. Zemsta. Trzeba ustalić, kto za tym stoi, kto wydał polecenie służbom. - powiedział "Rzeczpospolitej".