W sierpniu 2005 roku członek komisji śledczej ds. PKN Orlen Konstanty Miodowicz skontaktował z komisją Annę Jarucką - b. asystentkę Cimoszewicza jako szefa MSZ w 2002 r. Jarucka przekazała komisji ksero rzekomego upoważnienia do zamiany oświadczenia majątkowego, które w 2002 r. miał jej wystawić Cimoszewicz - by usunąć z jego pierwotnego oświadczenia informację o posiadanych przezeń akcjach Orlenu.
Miodowicz upublicznił ten dokument.
Prokuratura uznała potem, że jest on sfałszowany, co od początku mówił Cimoszewicz. We wrześniu 2005 r. Cimoszewicz - w wyniku afery z Jarucką - zrezygnował jednak z kandydowania na prezydenta.
Październik - pierwsze lody przełamane Na początku października bieżącego roku doszło do spotkania Tuska z Cimoszewiczem, podczas którego politycy podziękowali sobie za współpracę związaną z kandydowaniem b.premiera na sekretarza generalnego Rady Europy. Cimoszewicz ubiegał się o tę funkcję, przegrał jednak w wyścigu o to stanowisko z Norwegiem Thorbjoernem Jaglandem.
Tusk powiedział dziś, że rozmowa z Cimoszewiczem była bardzo serdeczna, dotyczyła i przeszłości, i przyszłości. Jak dodał, podczas tamtego spotkania zgodzili się, że warto wrócić, ale w prywatnej rozmowie, do "tamtych dawnych lat, które mogły położyć się cieniem na relacjach między nimi, ale na szczęście się nie położyły".
Premier powiedział, że wyrazili z Cimoszewiczem gotowość do pełnej współpracy, jeśli chodzi o interesy międzynarodowe Polski, także w przyszłości. - Sądzę, że z panem premierem Cimoszewiczem czeka mnie nie jedna rozmowa, ale raczej permanentna i trwała współpraca. I żeby ona była jak najlepsza, to chcieliśmy się umówić na kolację i spokojnie porozmawiać o tamtych dawnych czasach. Sądzę, że w najbliższym czasie do tego dojdzie, ale nie będzie konferencji prasowej z tego - zaznaczył Tusk.
A Cimoszewicz wciąż czeka... W środę Cimoszewicz, pytany w programie "Kropka nad i" w
TVN24 czy oczekuje przeprosin od Tuska w związku z wyborami prezydenckimi w 2005 roku odparł, że nie ukrywa, iż oczekiwał wtedy, ale i dzisiaj, jakiegoś odniesienia się premiera do tej sytuacji.
- Pamiętam, że kiedy pierwszy raz kandydowałem w wyborach prezydenckich i zaczęto używać absolutnie niedopuszczalnych zarzutów wobec Tadeusza Mazowieckiego, to mimo że byliśmy rywalami, byłem chyba jedynym z kontrkandydatów, który przeciwko temu zaprotestował - podkreślił b. premier.
Jak ocenił, na kandydatach w wyborach ciąży szczególna odpowiedzialność - pokazania klasy i dobrych obyczajów. - Milczenie moich rywali cztery lata jest rodzajem poważnej przewiny natury co najmniej moralnej - zaznaczył.
"To nie będzie łatwa rozmowa" Dodał też, że miał "silne wrażenie" podczas niedawnej rozmowy z Tuskiem, że premier chciałby o tej sytuacji z 2005 roku porozmawiać. - To zapewne nie będzie łatwa rozmowa dla nas obu - przyznał Cimoszewicz w TVN24. Dodał, że do takiego spotkania w cztery oczy może wkrótce dojść.
B. premier pytany w TVN24 czy ma satysfakcję w związku z tym, że dowody wskazują, iż Jarucka sfałszowała jego oświadczenie majątkowe, odparł, że nie. - Te informacje potwierdzają jedynie, że wszystkie zarzuty, jakie były wobec mnie adresowane cztery lata temu, były oparte na kłamstwie i na fałszerstwie. Ale to żadna satysfakcja, stało się to, co się stało. To było bardzo bolesne i dla mnie osobiście, i dla moich najbliższych - przyznał Cimoszewicz.
Według niego, rozczarowująca była bierność nie tylko instytucji państwa, ale także niezależnych mediów, które - w ocenie Cimoszewicza - nie próbowały wyjaśnić tej sprawy.