- Jego podejście do tej sprawy pozostawiało wiele do życzenia - tak o współpracy z Rutkowskim opowiadał Paciorek, który niedługo po porwaniu został wysłany do rodziny Olewników jako przedstawiciel biura Rutkowskiego, w wyniku uzgodnień detektywa z rodziną.
Paciorek mówił, że to on starał się codziennie dzwonić do swego szefa, by relacjonować mu, co się dzieje u Olewników w Drobinie, ale "w tamtym czasie dodzwonienie się do niego graniczyło z cudem". Po miesięcznym pobycie w Drobinie Paciorek wycofał się z rezydencji Olewnika na polecenie Rutkowskiego, który zakończył współpracę z rodziną.
"Chcieli tylko wręczyć pieniądze" Według Paciorka, rodzina Olewników nie chciała współpracować ani z detektywami, ani z policją. Teraz ma żal do tej rodziny, że mówią o braku współpracy. - Oni wtedy chcieli tylko wręczyć pieniądze i odzyskać syna, nie chcieli, żeby im w tym pomagać. Działali na własną rękę. Dzisiaj mówią inaczej - powiedział detektyw.
Zwrócił on uwagę na wyjątkowość sprawy Olewnika. - Nigdy wcześniej tak nie było, żeby przez dwa lata przetrzymywać porwanego. Porywaczom zwykle chodzi o to, żeby wziąć pieniądze. Kogo stać na uwięzienie porwanego przez dwa lata? - pytał.
- Swoje obowiązki starałem się wypełniać sumiennie i starannie. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Także policjanci, z którymi współpracowałem uważają, że - w odróżnieniu od mojego byłego szefa - jestem osobą honorową - powiedział. Ze swym szefem rozstał się on trzy lata temu po zatrzymaniu Rutkowskiego przez
ABW ws. afery paliwowej.
Paciorek od 1990 r. pracował w sekcji ochrony obiektów MSW, potem w prywatnych firmach ochroniarskich. W 1999 r. związał się z biurem detektywistycznym Rutkowskiego.
Krzysztofa Olewnika porwano w październiku 2001 r. w Drobinie w nocy, po towarzyskiej imprezie w jego domu z udziałem policjantów i ludzi z branży ochroniarskiej. Sprawcy przetrzymywali swą ofiarę przez dwa lata. Z początku nie chcieli podejmować okupu za uwolnienie porwanego, wreszcie przyjęli około 300 tys. euro. W tamtym czasie Krzysztof już nie żył. Niewyjaśnione wątki tej sprawy do dziś bada gdańska prokuratura i sejmowa komisja śledcza.