Prezydent Europy: Blair, Schuessel, Van Rompuy?

Robert Kowalik, Gazeta.pl
05.11.2009 , aktualizacja: 05.11.2009 14:23
A A A Drukuj
Flaga Unii Europejskiej na krakowskim rynku Fot. Paweł Szatkowski / AG Flaga Unii Europejskiej na krakowskim rynku
Po podpisaniu przez Vaclava Klausa Traktatu Lizbońskiego odżyły spekulacje, kto zostanie przewodniczącym Rady UE, inaczej mówiąc, prezydentem Unii Europejskiej. Czasu coraz mniej, bo po wejściu w życie traktatu, nowy prezydent rozpocząłby urzędowanie nawet już na początku grudnia.
Premier Holandii Jan Peter Balkenende
Fot. SEBASTIEN PIRLET REUTERS
Premier Holandii Jan Peter Balkenende
Premier Belgii Herman Van Rompuy
Fot. YVES HERMAN REUTERS
Premier Belgii Herman Van Rompuy
Premier Luksemburga Jean-Claude Juncker
Fot. STR REUTERS
Premier Luksemburga Jean-Claude Juncker
Od lewej: Prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves, prezydent Lech Kaczyński, prezydent Łotwy Vaira Vike-Freiberga. Pałac prezydencki w Wilnie, 06.11.2006
Fot. MINDAUGAS KULBIS AP
Od lewej: Prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves, prezydent Lech Kaczyński, prezydent Łotwy Vaira Vike-Freiberga. Pałac prezydencki w Wilnie, 06.11.2006
George Bush, Wolfgang Schuessel i Jose Manuel Barroso
Fot. CHARLES DHARAPAK AP
George Bush, Wolfgang Schuessel i Jose Manuel Barroso
Kiedy prezydent Czech głęboko zastanawiał się nad złożeniem podpisu, najgłośniej mówiło się o kandydaturze Tony'ego Blaira. Były premier Wielkiej Brytanii, choć mocno popierany był przez rządzących Albionem polityków, wzbudzał też sporo kontrowersji. Jego przeciwnicy pytali, czy zaszczytną funkcję "prezydenta UE" powinien sprawować polityk z kraju, z którego wieje eurosceptycyzmem.

Wielka Brytania nie jest w strefie Shengen, nie przyjęła też wspólnej europejskiej waluty. Blair ma też na koncie popieranie wojny w Iraku. Najmocniejsze weto ws. Blaira przyszło od hiszpańskich socjalistów. Szanse b. brytyjskiego premiera przekreślił premier Jose Luis Zapatero, który odmówił mu ewentualnego poparcia. Podobnie postąpiła frakcja socjalistyczna w europarlamencie i dziś o brytyjskim polityku w kontekście europrezydentury mówi się wyłącznie czasie przeszłym.

Lider z małego kraju

Przykład Blaira pokazał, że z wyborem polityka z dużego kraju może być problem. Taki prezydent niejako z przyzwyczajenia "ciążyłby" w stronę dużych krajów - tłumaczyli m.in. polscy dyplomaci. Dlatego obecną listę kandydatów tworzą politycy z mniejszych państw o zdecydowanie mniej znanych nazwiskach. Kandydat numer jeden ostatnich dni to belgijski premier Hermana Van Rompuy. Ten chadecki polityk miałby gwarantować, że u steru UE zamiast polityka-wizjonera, narzucającego innym swoje koncepcje, stałby człowiek od "czarnej roboty", polegającej na sumiennym koordynowaniu pracy Rady Europejskiej. Rompuy nie potwierdza, ani nie zaprzecza, że będzie się ubiegał o prezydenturę. Inaczej niż premier Luksemburga Jean-Claude Juncker, który wypowiadał się o już gotowości do kandydowania. W blokach startowych ustawił się jeszcze trzeci przedstawiciel krajów Beneluksu, premier Holandii Jan Peter Balkenende.

Kobieta lub chadek

Coraz śmielej w mówi się w Unii, że prezydentem powinna być kobieta. Polacy pytani przez "Rzeczypospolitą", kogo najchętniej widzieliby w tej roli, wskazali kanclerz Niemiec Angelę Merkel. Jednak Merkel, której partia wygrała niedawne wybory parlamentarne w Niemczech niemal na pewno nie będzie starała się o stanowisko w UE. Bardziej prawdopodobne jest to w przypadku prezydent Łotwy Veiry Vike-Freiberg. Poparcie dla jej kandydatury już zgłosiła Litwa. Do paktu państw Bałtyckich, i być może skandynawskich, może też dojść wokół kandydatur prezydenta Estonii Toomasa Hendrika Ilvesa lub Fina Paavo Lipponenena.

Kluczem do wyboru przewodniczącego Rady UE będzie chęć zachowania politycznej równowagi w strukturach UE. Głośno mówi się, że skoro szefem unijnej dyplomacji ma zostać socjalista (a to z kolei dlatego, że u steru Komisji Europejskiej stoi chadek), to prezydentem Unii powinien być ktoś z prawego skrzydła. Wtedy rosłyby szanse wszystkich centroprawicowych kandydatów z Beneluksu oraz byłego prawicowego kanclerza Austrii Wolfganga Schuessela.

Organizator, nie pomnik

Choć czasu mało, wybór prezydenta UE - wielu uważa, że to określenie na wyrost - nie spędza snu z powiek europejskim politykom. Polski rząd, ustami szefa UKIE Mikołaja Dowgielewicza, powtarza swoją koncepcję: prezydentem UE powinien być sprawny organizator. Polska nie chce, żeby było to stanowisko symboliczne, dlatego pomysł, by wysunąć kandydaturę Lecha Wałęsy, upadł w przedbiegach.

W najbliższych dniach premier Szwecji Frederik Reinfeldt przeprowadzi konsultacje telefoniczne z wszystkimi państwami członkowskimi UE, by wyłonić oficjalną listę kandydatów. Zwycięzcę poznamy nadzwyczajnym szczycie Unii, który odbędzie się w połowie listopada.

Podziel się