"Francop" z polskim kapitanem i resztą załogi wypuszczony. Są na morzu

- Statek "Francop" zatrzymany wcześniej przez izraelską marynarkę wojenną, wraz z polskim kapitanem i całą załogą, zostali wypuszczeni. Jednostka wypłynęła na morze - poinformował Gazeta.pl rzecznik MSZ Piotr Paszkowski.
Na statku przechwyconym przez izraelskich komandosów dzień wcześniej znaleziono - jak poinformowały izraelskie władze - około 300 ton sprzętu wojskowego, w tym wyrzutni rakiet i pocisków do katiusz. Izraelczycy od początku podkreślali, że według ich wiedzy ani załoga, ani kapitan nie wiedzieli o tym, co przewożą. Po przesłuchaniu wszyscy zostali wczoraj wieczorem wypuszczeni, a w nocy wypłynęli "Francopem" na Morze Śródziemne.

Izraelczycy twierdzą, że statek - według nich płynący z Iranu (co ma potwierdzać oprócz kilkutygodniowej obserwacji także manifest okrętu) - przewoził broń dla Hezbollahu. Iran i Syria we wspólnym oświadczeniu zaprzeczyły tym informacjom twierdząc, że na pokładzie "Francopa" były "dobra konsumpcyjne wysłane z Syrii do Iranu".

To największe przejęcie broni w historii izraelskiej marynarki wojennej.

Gazeta "Jerusalem Post" w dzisiejszym wydaniu cytuje anonimowego przedstawiciela United Feeding Services, firmę która wynajęła "Francopa", który powiedział: "Załodze ani kapitanowi nie wolno otwierać kontenerów. Są informowani o ich zawartości przez służby celne w porcie, w którym dokonano załadunku. Odpowiedzialność spoczywa na służbie celnej w tym porcie".

Według "Jerusalem Post" Francop wypłynął we wtorek z Limassol na Cyprze. Miał zawinąć do Bejrutu, a następnie do syryjskiej Latakii. Wcześniej, jak twierdzi izraelska marynarka wojenna, statek odebrał transport broni, która "wystarczyłaby Hezbollahowi na miesiąc walki". - Broń pochodziła z Iranu i była przeznaczona dla Hezbollahu - powiedział komandor Ben-Yehuda. Według Izraelczyków kontenery z bronią zostały załadowane w egipskim porcie Damietta.