Kursant jak kierowca, za wypadek trafi przed sąd

jagor
04.11.2009 , aktualizacja: 04.11.2009 12:27
A A A Drukuj
Kobieta nieumyślenie spowodowała wypadek, w którym zginęły dwie osoby. Według prokuratora okolicznością łagodzącą nie może być fakt, że do zderzenia doszło podczas kursu na prawo jazdy, a samochód kursantki nie miał zimowych opon.
Sąd skazał na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu kobietę, która dwa lata temu prowadząc
Fot. Wojtek Oksztol / AG
Sąd skazał na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu kobietę, która dwa lata temu prowadząc "elkę" spowodowała wypadek. Zginęły w nim dwie osoby
Ta sprawa pokazuje, że kursanta można ukarać za wypadki i wykroczenia, tak jak kierowcę z uprawnieniami - czytamy w "Gazecie Prawnej". Jednak oceniając odpowiedzialność, należy ustalić zaniedbania instruktora i przygotowanie kursanta.

W tym miesiącu odbędzie się kolejna już odsłona procesu, w którym prokurator oskarża byłą uczestniczkę kursu na prawo jazdy o nieumyślne spowodowanie wypadku, w którym zginęły dwie osoby. Samochód, którym podczas szkolenia jechała kobieta wpadł w poślizg i czołowo zderzył się z innym autem.

I choć do wypadku doszło podczas kursu w obecności instruktora, samochód mimo zimowej aury nie miał odpowiednich opon, a na tylnej kanapie jechały dwie dodatkowe osoby, to zdaniem prokuratora nie powinno to przemawiać za brakiem winny kursantki.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź znajdziemy jak w polskim prawie, a to nie narzuca obowiązku sezonowej zmiany opon - wyjaśnia w "Gazecie Prawnej" dr inż. Jacek Pok, biegły sądowy z zakresu rekonstrukcji wypadków i kolizji drogowych. Biegły dodaje "jeżeli jednak instruktor wiedział, że samochód ma zamontowane letnie ogumienie, to powinien z góry założyć, iż pojazd będzie zachowywał się inaczej na drodze. Miał więc obowiązek przewidzieć możliwość poślizgu i zapanować zawczasu nad prędkością samochodu rozwijaną przez kursanta".

Obowiązujące przepisy jednoznacznie nie rozstrzygają, kto ponosi odpowiedzialność za wypadek drogowy spowodowany przez kandydata na prawo jazdy. O winie kierującego ostatecznie i tak na podstawie zebranego materiału dowodowego rozstrzyga sąd. Podstawowe znaczenie mają tutaj okoliczności zdarzenia i zachowanie instruktora. Jeżeli instruktor miał możliwość i czas zareagować na manewr ucznia, to zazwyczaj będzie odpowiadał za konsekwencje błędów podopiecznego. "Gazeta Prawna " przypomina, że to właśnie do instruktora należy właściwe reagowanie na niebezpieczną jazdę kursanta. Po to w samochodzie z "elką" na dachu montuje się dodatkowy hamulec, a instruktora zwalania się z obowiązku zapinania pasów.

Z kolei w razie nagłej, nieprzewidywalnej reakcji ze strony kandydata na kierowcę winę za spowodowanie kolizji drogowej można przypisać prowadzącemu samochód nauki jazdy, np. kiedy osoba przygotowująca się do egzaminu w rażący sposób łamie przepisy ruchu drogowego i nie wykonuje poleceń instruktora w czasie jazdy praktycznej po mieście.

Podziel się