Według reformatorskiej strony internetowej Mowjcamp,
policja strzelała do opozycyjnych demonstrantów, ale informacji tej nie udało się potwierdzić z niezależnych źródeł. "Policja otworzyła ogień do protestujących na placu Haft-e Tir. Są ranni" - informuje portal.
Policja do rozpędzenia demonstrantów użyła broni, pałek i gazów łzawiących. Wcześniej doszło do starć między policją i zwolennikami opozycyjnego przywódcy Mir-Hosejna Musawiego, którzy chcieli zaprotestować przeciwko ponownemu wyborowi na prezydenta Mahmuda Ahmadineżada. Protestujący skandowali: "Allah Akbar (Bóg jest wielki), "Śmierć dyktatorowi" i "Nie bójcie się, jesteśmy razem". Wiadomo, że ranni, zatrzymano też co najmniej 5 osób.
Demonstracja opozycji odbyła się podczas antyamerykańskiego wiecu w 30. rocznicę zajęcia ambasady
USA przez radykałów islamskich.
Duchowy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei przestrzegł wczoraj zwolenników opozycji przed manifestacjami przy okazji rocznicy zajęcia ambasady amerykańskiej. Chamenei oświadczył, że "osoby, które mają złe intencje, nie powinny rozwijać czerwonego dywanu przed USA". Chamenei oskarża Waszyngton o próby obalenia irańskich władz.
W centrum Teheranu radykałowie wznoszą okrzyki "Śmierć Ameryce" i "Śmierć Izraelowi". Trzymają transparenty z takimi napisami jak "Wytępimy światowe spiski", "Ameryka nie da rady Iranowi" czy "Studenci zawsze w awangardzie".
Skandują także: - Krew, która płynie w naszych żyłach, złożymy w ofierze naszemu przewodnikowi - odnosząc się do ajatollaha Alego Chemeiego.
- Jesteśmy tu, by pokazać, że rewolucja islamska jest wieczna i ze przetrwa Stany Zjednoczone i zachodnią cywilizację - powiedział jeden z uczestników protestu, student z Teheranu.
4 listopada 1979 r. kilkudziesięciu studentów islamskich zajęło ambasadę amerykańską w Teheranie i przez 444 dni przetrzymywało 52 Amerykanów jako zakładników. Od tego czasu co roku organizowania jest manifestacja przed dawnym budynkiem ambasady.