Dopiero strzały ostrzegawcze oddane przez lizbońską policję uniemożliwiły w niedzielny wieczór rozprzestrzenienie się zamieszek po meczu portugalskiej ekstraklasy piłkarskiej, w którym stołeczny Sporting zremisował na własnym stadionie z Maritimo Funchal 1:1.
Po meczu 200-osobowa grupa chuliganów zgromadzona przed stadionem usiłowała wedrzeć się do strefy przeznaczonego dla działaczy, trenerów i zawodników. Gdy się to nie udało w ruch poszły kamienie i butelki. Policjanci, aby zaprowadzić porządek strzelali w powietrze, w ruch poszły też pałki.
Sporting przeżywa najsłabszy start w historii. Z trzynastoma punktami stołeczny zespół zajmuje w stawce szesnastu drużyn siódme miejsce. Dystans do lidera Sportingu Braga zwiększył się do dwunastu punktów.
Sporting ma dziewięć punktów straty do lokalnego rywala Benfiki. - Doskonale rozumiem rozgoryczenie kibiców klubu przeżywającego kryzys - powiedział trener Paulo Bento. Poniedziałkowy trening piłkarze Sportingu przeprowadzili pod ochroną policji poza Lizboną.