Zbigniew Ziobro odwleka przeprosiny doktora Garlickiego?

mip, Kuba Pawlak, Anita Kozłowska, Gazeta.pl
02.11.2009 , aktualizacja: 02.11.2009 17:45
A A A Drukuj
Czy i kiedy Zbigniew Ziobro przeprosi doktora Garlickiego? Pytany dziś o decyzję Sądu Najwyższego z czwartku wił się jak piskorz. Stwierdził, że odmówiono mu prawa do obrony, wolność słowa jest zagrożona, a on sam zdecyduje, gdy zapozna się z uzasadnieniem decyzji Sądu Najwyższego.
Zbigniew Ziobro
Zbigniew Ziobro/AG
Zbigniew Ziobro
- Ziobro nie ma się nad czym zastanawiać - mówi portalowi Gazeta.pl profesor Piotr Kruszyński. Musi zapłacić, bo wyrok Sądu Apelacyjnego z 2008 roku jest prawomocny. Postanowienie Sądu Najwyższego jest tym bardziej prawomocne.

Sąd Najwyższy odrzucił wniosek Ziobry o kasację wyroku nakazującego mu przeproszenie doktora Garlickiego. Były minister sprawiedliwości zapowiedział odwołanie do Trybunału w Strasburgu. W grudniu 2008 roku chirurg Mirosław Garlicki uzyskał prawomocny nakaz przeprosin przez Ziobrę za słowa "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". Teraz ten wyrok stał się ostateczny. Uzasadnienie będzie sporządzone w późniejszym terminie.



"Ten wyrok jest bez precedensu"

Dziś Ziobro mówi, że musi się najpierw z nim zapoznać. Z 10-cio minutowej tyrady europosła PiS wynikało, że był pozbawiony prawa do obrony.

Rozentuzjazmowany Zbigniew Ziobro - komentarz

- Sąd uniemożliwił mi przeprowadzenie dowodu i przesłuchanie mnie w charakterze strony - mówi Ziobro. Ten wyrok jest bez precedensu, bo oznacza, że jeśli człowiek przekroczy granice wolności słowa, co może się zdarzyć np.: w emocjach, to skazuje się go de facto na konfiskatę majątku - lamentował były minister. Będę respektował wyroki sądów, a decyzję podejmę, gdy zapoznam się z pisemnym uzasadnieniem - dodał.



Za słowa ministra dr Garlicki wytoczył mu cywilny proces o ochronę dóbr osobistych. Wygrał go w obu instancjach - w grudniu 2008 r. Sąd Apelacyjny w Krakowie nakazał Ziobrze przeprosić kardiochirurga w trzech stacjach telewizyjnych, co może kosztować ponad 300 tysięcy złotych, i zapłacić mu 30 tys. zadośćuczynienia.

Podziel się