
Załogi helikoptera szuka obecnie tyraliera dwustu osób. Strażacy, ochotnicy, policjanci i wojskowi ustawieni co dwadzieścia metrów przeczesują teren z latarkami. Na razie bezskutecznie. Także białoruskie służby przeszukały pas przygraniczny o długości 20 kilometrów i szerokości kilometra
- Nic nie wskazuje, by śmigłowiec przekroczył granicę - podkreślał na nocnej konferencji rzecznik podlaskich strażaków kapitan Marcin Janowski.
"Szukamy" Wciąż nie wiadomo, czy maszyna się rozbiła, czy może doświadczonemu pilotowi udało się awaryjne lądowanie. Anna Wójcik z podlaskiej Straży Granicznej mówi, że na razie wiadomo tylko, że od 17.40 nie ma łączności z załogą. Pozostałe informacje są spekulacjami. - Szukamy. Wiadomo już, że śmigłowiec nie spadł w okolicach Klukowicz - mówiła w
TVP Info Wójcik.
Akcja poszukiwawcza przeniosła się z okolic Klukowicz w kierunku na wschód i południe od tej miejscowości. Ze względu na warunki pogodowe, w poszukiwaniach nie używa się już śmigłowców - poinformował Janowski. Jednak akcja nie została przerwana. - Będziemy prowadzili poszukiwania do skutku - zapowiedział Janowski. Dodał, że do rana nie będzie rezultatów akcji, znów wejdą do poszukiwań śmigłowce. Niewykluczone też, że ze względu na trudne warunki (noc, teren jest podmokły, zalesiony) rano trzeba będzie przeszukiwać teren jeszcze raz. Janowski zaznaczył, że jeżeli doszło do sytuacji awaryjnej, to maszyna niekoniecznie musiała lecieć po wyznaczonej trasie.
Śmigłowce już nie latają. Trudne warunki, mgła Wcześniej w akcji brał udział śmigłowiec Nadbużańskiego Oddziału SG. Po godz. 21 z Warszawy wyleciał również śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, musiał jednak zawrócić z powodu mgły. Janowski powiedział, że poszukiwania prowadzone są jedynie z ziemi; kawałek po kawałku przeczesywane są tereny leśne i łąki. Biorą w nich udział miejscowi, dobrze znający teren.
Ostatni sygnał o 17.40 Wiadomo, że poszukiwana maszyna wystartowała o godzinie 15.15 do rutynowego patrolu wschodniej granicy. Ostatni kontakt ze śmigłowcem był o godzinie 17.38 i miała go placówka straży granicznej w Mielniku. - Później przyszedł sygnał od jednego z mieszkańców Klukowicz. Słyszał śmigłowiec, a później huk. Po kilku godzinach okazało się jednak, że w opisywanej przez niego okolicy nie znaleziono helikoptera.
Poszukiwania Zaginiony śmigłowiec to polska maszyna typu "Kania". Wbrew wcześniejszym informacjom helikopter nie był 'niemal nowy'. Według rzeczniczki podlaskiej SG, maszyna ma kilkanaście lat. Wcześniej informowano, że śmigłowiec wyprodukowano w 2006 roku. - Zaznaczam, że dla śmigłowca nie jest to wiek jak dla samochodu - podkreślała Anna Wójcik. Na pokładzie było trzech funkcjonariuszy SG, w tym pilot z 15-letnim doświadczeniem. Maszyna miała wszelkie dokumenty, badania by być dopuszczoną do lotu.