Przed dniem Wszystkich Świętych kłopoty na krakowskim dworcu: przepełnione i opóźnione pociągi, a pasażerowie zamiast jechać na świąteczny weekend zostają na peronie.
- Ludzie na stopniach stali, jak miałem wejść? Nie było nawet jak przecisnąć się do miejsc dla osób z dziećmi. A teraz nie mogę oddać biletu - mówi z pretensją w głosie Andrzej Kowalik, który razem z córkami chciał dojechać do Jarosławia. Dziewczynki mają dwa i cztery lata. Od dyżurnego udaje mu się dostać kartkę z informacją o opóźnieniu pociągu, do którego nie wsiadł. Teraz może próbować odzyskać pieniądze.
- Nie stać mnie na to, żeby dopłacać do pociągu InterCity kolejnych 50 złotych. Następny pociąg mam za pięć godzin - tłumaczy swoje rozgoryczenie w rozmowie z reporterem Radia TOK FM.
Zwrot pieniędzy to niełatwa sprawa
Okazuje się, że opieczętowana karteczka nie wystarczy do zwrotu pieniędzy. - Kto panu to dał i po co? - usłyszał pan Andrzej w punkcie obsługi podróżnych. Potem zaczyna się długa dyskusja o tym, czy pociąg odjechał z opóźnieniem czy nie. Mimo tego, że panu Andrzejowi z dziećmi nie udało się do niego wsiąść choć próbował przez 20 minut - pani w biurze ma swoje zdanie na ten temat. Zupełnie przeciwne. Ale w końcu pani z biura obsługi pasażera wystawia kolejne zaświadczenie z pieczątką i podpisem. Dzięki temu wreszcie udało się odzyskać pieniądze za niewykorzystany bilet.
- Sprzedajecie więcej biletów niż jest miejsc? - zapytał reporter radia TOK FM. - Dobrze pan wie, że przed Wszystkimi Świętymi są przewozy wzmożone. To rzecz normalna - odpowiedziała pani pracująca w biurze obsługi pasażera.
Panu Andrzejowi z córeczkami udało się wsiąść do następnego pociągu w kierunku Jarosławia. - Stoję w przejściu oparty o ścianę. Torbę mam na butach, a plecak na niej. Dzieciaki jakoś się zmieściły - relacjonował w smsowej wiadomości do dziennikarza Radia TOK FM.