"Ktoś grał moją głową" - Chlebowski o aferze hazardowej

Zbigniew Chlebowski przerywa milczenie. B. szef klubu parlamentarnego PO, mówi dziennikowi "Polska", że "ktoś grał jego głową". Według niego, afera wcale nie dotyczy dopłat do automatów hazardowych.
Prawdziwą stawką były nie dopłaty do automatów, ale walka o wprowadzenie do Polski wideoloterii. Chlebowski twierdzi, że o gigantyczny rynek i wielki kontrakt dla Totalizatora Sportowego toczyły bój wielkie firmy. Przekonuje, że stał się ofiarą tych rozgrywek.

Kto chciał wykorzystać Chlebowskiego?

Tego się nie dowiemy. Przekonamy się za to, że Chlebowski był przeciw dopłatom. - Zawsze uważałem, że dopłaty są złym pomysłem, który przyniósłby budżetowi wręcz straty sięgające 1,5 miliarda złotych. Mam na to opinie politechnik Warszawskiej, Łódzkiej, AGH w Krakowie i PAN. Sugerowałem ministrowi finansów, żeby - zamiast stosować dopłaty - podnieść podatki - tłumaczy. Dziennikarze "Polski" zauważają, że według takiej wersji bizesmeni Kosek i Sobiesiak chcieliby mniej zarabiać. Chlebowski wyznaje, że nie wie, jakie były ich intencje...

Jaka była rola Chlebowskiego w aferze?

Były szef klubu parlamentarnego PO próbuje tłumaczyć, że wielkie grupy interesów próbowały wciągnąć go w niejasną grę. - Totalizator Sportowy chciał takiego sformułowania przepisów, które pozwalałoby na nieograniczony rozwój wideoloterii. Znam szczegóły umowy z 2001 roku zawartej między amerykańską firmą a Totalizatorem na dostarczenie systemu umożliwiającego przyjmowanie zakładów w czasie rzeczywistym i dostarczenie lottomatów. Ta umowa jest bardzo niekorzystna, bo daje amerykańskiej firmie prowizję od dochodów Totalizatora. Była ona akceptowana i forsowana przez polityków lewicy i prawicy: - oskarża Chlebowski. - Umowa obowiązuje do 2011 roku, czyli niebawem wygasa. Gdyby nowa ustawa hazardowa o wideoloteriach weszła w życie, to amerykańska firma, która obsługuje Totalizator, mogłaby dostać nowy kontrakt opiewający na 2-3 mld zł. To za tym kontraktem chodzą prawdziwi lobbyści - mówi Chlebowski.

Chlebowski na straży wpływów do budżetu

Co oznaczałoby wprowadzenie wideoloterii? - pyta dziennik "Polska" - Chciałem zahamować rozwój wideoloterii, podnieść podatki obecnej branży, uporządkować hazard w internecie - mówi i oskarża Ministerstwo Finansów . Według niego, resort chciał przekazać udzielanie koncesji na prowadzenie salonów i kasyn wójtom, burmistrzom i prezydentom. Chlebowski mówi , że ostrzegał ministra co się stanie jeśli 2500 wójtów, burmistrzów i prezydentów będzie wydawać koncesje bez jakichkolwiek ograniczeń.

- Sprawa jest znacznie poważniejsza niż to, że Chlebowski powiedział Sobiesiakowi, że coś mu załatwi i te nieszczęsne dwa zdania - tłumaczy się polityk.