Późnym wieczorem tę informację potwierdziło szwedzkie przewodnictwo w UE. - Daliśmy Czechom to, czego chcieli, w taki sposób, by wszystkie pozostałe 26 krajów to zaakceptowało - ogłosił na konferencji prasowej po zakończeniu pierwszego dnia szczytu premier Szwecji Fredrik Reinfeldt. - Usunęliśmy ostatnią polityczną przeszkodę, o ile oczywiście Trybunał Konstytucyjny w Czechach uzna jeszcze zgodność Traktatu z czeską konstytucją - dodał przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso.
Słowo "Czechy" po przecinku
Negocjacje na szczycie w imieniu Czech prowadzi premier Jan Fischer. Znany z eurosceptycznych poglądów prezydent Klaus, ostatni przywódca UE, który nie podpisał ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, nie uczestniczy w szczycie.
Chodzi o dopisanie Czech do polsko-brytyjskiego protokołu do Traktatu z Lizbony, który wyłącza te kraje z obowiązywania Karty Praw Podstawowych. - Słowo Czechy ma być dodane po przecinku po Polsce i Wielkiej Brytanii - tłumaczył czeski dyplomata.
Ustalono, że zmieniony protokół zostanie dodany dopiero do następnego traktatu UE (najpewniej będzie to traktat akcesyjny Chorwacji) i ratyfikowany wówczas przez wszystkie kraje UE. To zapobiegnie ponownej długiej ratyfikacji Traktatu z Lizbony we wszystkich krajach UE, co byłoby konieczne w przypadku dodania do traktatu (lub protokołu traktatowego) jakiegokolwiek zmieniającego go nowego słowa, a nawet przecinka.
Kaczyński: Lepiej późno niż wcale
Zdaniem Lecha Kaczyńskiego prezydent Czech podpisze teraz traktat z Lizbony. - Ja naprawdę nie jestem Vaclavem Klausem, ale ja bym założył, że tak - powiedział w Brukseli prezydent. W ocenie Lecha Kaczyńskiego, Czechy zdołały uzyskać teraz to, co udało się Polsce w czerwcu 2007 roku. - Czasami bywa, że coś dobrego zdarza się w porze spóźnionej, lepiej późno niż wcale - mówił prezydent.
Premier Donald Tusk ocenił zaś, że przywódcy państw i rządów UE zrobili wszystko, co powinno ułatwić podjęcie ostatecznie pozytywnej decyzji prezydentowi Klausowi w sprawie Traktatu z Lizbony, a wcześniej czeskiemu Trybunałowi Konstytucyjnemu. - Nic więcej już nie można zrobić. Mam nadzieję, że ten proces został wreszcie zakończony - wyraził nadzieję szef polskiego rządu.
Zabrakło Klausa w Brukseli
Znany z eurosceptycznych poglądów prezydent Klaus - ostatni przywódca UE, który nie podpisał ratyfikacji lizbońskiego traktatu - nie uczestniczy w szczycie. Ale wydaje się, że powinien respektować porozumienie ze szczytu, gdyż to sam w takiej wersji je zaproponował.
Trzymając w zawieszeniu całą UE, Klaus domagał się, by Czechy zostały objęte wyłączeniem z obowiązywania Karty Praw Podstawowych (tzw. opt-out), argumentując, że wyeliminuje to istniejącą - jego zdaniem - groźbę zgłaszania w Trybunale Sprawiedliwości UE roszczeń majątkowych przez wysiedlonych w 1945 roku na podstawie dekretów Benesza Niemców sudeckich.
Jeśli Klaus rzeczywiście dochowa obietnicy i uszanuje porozumienie ze szczytu, na drodze do podpisania przez niego Traktatu z Lizbony i wejścia w życie tego dokumentu w UE pozostanie już tylko jedna przeszkoda. Czeski Trybunał Konstytucyjny ogłosił we wtorek, że najwcześniej 3 listopada zapadnie wyrok o zgodności Traktatu z Lizbony z czeską konstytucją. Przed tym terminem Klaus nie podpisze więc ratyfikacji.