Uniwersytet odcina się od badań ws. "cudu" w Sokółce

ga PAP
29.10.2009 , aktualizacja: 29.10.2009 16:13
A A A Drukuj
Uniwersytet Medyczny w Białymstoku odciął się od wyników badań, które zostały przeprowadzone przez pracowników tej uczelni w sprawie tzw. cudu w Sokółce. - Kolegów cechuje emocjonalne podejście do wiary - napisał rzecznik uniwersytetu profesor Lech Chyczewski.
Kościół, gdzie zdarzył się rzekomy cud.Fot. Agnieszka Sadowska / AG
Kościół, gdzie zdarzył się rzekomy cud.Fot. Agnieszka Sadowska / AG
Kościół, gdzie zdarzył się rzekomy cud.Fot. Agnieszka Sadowska / AG
Chodzi o opinie wydane przez dwoje patomorfologów z tej uczelni, na które powołuje się komisja kościelna zajmująca się wydarzeniami w kościele Św. Antoniego w Sokółce. Na prośbę władz kościelnych przebadali oni próbkę pobraną z hostii, na którym pojawiła się "plama sprawiająca wrażenie krwi". Według komunikatu tej komisji, naukowcy ci orzekli zgodnie, że "przysłany do oceny materiał wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej, ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina".

Badania zostały przeprowadzone w sposób nielegalny, "po cichu"

Uniwersytet Medyczny odcina się oficjalnie od wyników tych badań i podkreśla, że uczelnia ich nie firmuje. - Myśmy tego nie robili, jako uczelnia - powiedział PAP Chyczewski i dodał, że badania zostały przeprowadzone w sposób nielegalny, "po cichu", poza oficjalną drogą. Miało to miejsce w Akademickim Zakładzie Diagnostyki Patomorfologicznej. Chyczewski podkreśla, że uczelnia nie miała żadnego zlecenia do wykonania tych badań, badanie nie zostało nigdzie zarejestrowane. - Proszę nie przypisywać diagnozy żadnemu konkretnemu zakładowi działającemu w instytucji zwanej Uniwersytetem Medycznym - napisał Chyczewski w stanowisku.

Wątpliwości

Chyczewski napisał w oświadczeniu, że "szanuje" przeświadczenie kolegów "o cudzie przeobrażenia świętej hostii we fragment mięśnia sercowego", jednak - jak zaznacza - jako człowiek wierzący, a jednocześnie wątpiący "medyk o przyrodniczym spojrzeniu na świat" - ma wątpliwości. Chyczewski napisał, że nie podważa diagnozy kolegów, chociaż "cechuje ich emocjonalne podejście do wiary".

"Próbowali połączyć teologię i biologię"

- Są doświadczonymi patologami, więc z dużym prawdopodobieństwem badana przez nich tkanka pochodzi z mięśnia serca. Nasuwa się pytanie: z czyjego serca? - pisze rzecznik Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Podkreśla, że badanie histopatologiczne nie da tu odpowiedzi, a wątpliwości rozwiałoby badanie genetyczno-molekularne. Prof. Chyczewski uważa, że koledzy, którzy podjęli się diagnozy popełnili "szkolny błąd", polegający na tym, że próbowali połączyć teologię i biologię, a to jego zdaniem jest niemożliwe.

Metropolita odmówił oficjalnych badań

Rzecznik poinformował też, że w rozmowie z metropolitą białostockim abp. Edwardem Ozorowskim zaproponował przeprowadzenie szczegółowych oficjalnych badań nad tkanką, ale metropolita miał odmówić, tłumacząc, że sprawa wymaga spokoju. Chyczewski powiedział, że są też oferty badań od innych doświadczonych specjalistów z innych ośrodków, np. Bydgoszczy.

Już kilka tygodni temu, gdy informacja o badaniach została nagłośniona, arcybiskup Ozorowski mówił: - Mamy do czynienia z materią niezwykle subtelną. Jeśli wyznajemy, że jest to ciało Chrystusa, to nie można tak sobie ciąć na kawałki i poddawać badaniom. Trzeba zachować ostrożność i swoistą bojaźń.

Sprawa trafi do Watykanu

Przed rokiem w Sokółce, komunikant upuszczony przez kapłana na ziemię w czasie udzielania komunii umieszczony został - zgodnie z obowiązującymi w takiej sytuacji zasadami kościelnymi - w specjalnym naczyniu, by rozpuścił się w wodzie.

Po tygodniu pojawiła się na nim plama, sprawiająca wrażenie krwi. W styczniu pobrano z niego próbkę, która została niezależnie zbadana przez dwóch patomorfologów. W rok po wydarzeniach komisja kościelna orzekła, że nie było ingerencji osób trzecich w sprawie "zjawisk eucharystycznych" w kościele w Sokółce, a sprawę przekazano do Nuncjatury Apostolskiej. Stamtąd powinna trafić do Watykanu.

Podziel się