Andrzej Janecki z Prokuratury Okręgowej w Warszawie podkreślił, że w śledztwie dotyczącym przecieku z tzw. afery gruntowej brano pod uwagę kilka wersji, w żadnej nie było "materialnych i bezpośrednich dowodów wskazujących na jednoznaczne rozstrzygnięcie".
Jak dodał, tego typu postępowania dotyczące ujawnienia tajemnicy państwowej opierają się zazwyczaj na poszlakach. By jednak można było w procesie poszlakowym postawić zarzuty "łańcuch poszlak musi być ścisły", a w przypadku śledztwa dot. przecieku z afery gruntowej "wszystkie łańcuchy poszlak zawierały luki" - przekonywał prokurator.
- Postępowanie to zostało umorzone ze względu na brak danych dotyczących popełnienia przestępstwa. Przesłuchano ok. 250 świadków, zasięgano opinii ekspertów i biegłych. Wszystkie wersje były badane szczegółowo, skrupulatnie - dodał.
Lepper: "bez euforii, ale z małym zadowoleniem" Andrzej Lepper uważa, że prokuratura słusznie umorzyła śledztwo dotyczące przecieku o działaniach CBA w sprawie afery gruntowej. Podkreślił, że żaden z faktów, o których mówili
Mariusz Kamiński, Zbigniew Ziobro i na które później powoływali się premier Jarosław Kaczyński i prezydent - nie miał miejsca. - Od początku do końca był to wymysł i prowokacja - dodał Andrzej Lepper.
Domniemany adresat prowokacji CBA powiedział, że na decyzję warszawskiej prokuratury o umorzeniu śledztwa zareagował "bez euforii, ale z małym zadowoleniem". W jego ocenie prowokacja CBA wobec niego była nielegalna.
- Od początku byłem pewny i przekonany i mówiłem to, że mnie w tej sprawie po prostu nie ma i że żadnego przecieku nie było. A jakby był, to zrobiły go służby specjalne wiedząc, że Lepper żadnej łapówki nigdy nie wziął i nie weźmie - powiedział Lepper. Innego zdania jest Mariusz Błaszczak.
Prowokacja CBA Do finału głośnej sprawy doszło w lipcu 2007 r. CBA, podstawiając swoich agentów, wykryło, że dwóch mężczyzn powołując się na wpływy w ministerstwie rolnictwa oferowało za łapówkę przekształcenie gruntów na Mazurach z rolnych na budowlane.
Sąd uznał ich winnymi płatnej protekcji. Piotr Ryba został skazany na 2,5 roku więzienia, a Andrzej K. na karę grzywny.
Łapówka miała być dla ówczesnego wicepremiera i ministra rolnictwa Andrzeja Leppera. Na skutek - jak wówczas mówiono - przecieku akcja została przerwana. Mężczyzn skazano w procesie o płatną protekcję, Lepper został zdymisjonowany (ówczesny premier Jarosław Kaczyński uznał, że jest w kręgu podejrzeń). Afera spowodowała rozpad koalicji PiS-Samoobrona-
LPR i nowe wybory, w wyniku których władzę przejęła PO z
PSL.
W związku z przeciekiem zatrzymano m.in. ówczesnych: ministra SWiA Janusza Kaczmarka, komendanta głównego policji Konrada Kornatowskiego i szefa PZU Jaromira Netzla. Nie usłyszeli jednak zarzutów dot. przecieku a zarzuty składania fałszywych zeznań i utrudniania śledztwa. Postępowanie w tej sprawie nadal trwa.
Multimedialna konferencja Sprawa przecieku została przedstawiona na konferencji prasowej przez ówczesnego prokuratora krajowego, Dariusza Barskiego i zastępcy prokuratora eeneralnego Jerzego Engelkinga. Miała ona bardzo widowiskowa formę m.in. przedstawiono nagrania z ukrytych kamer i symulacje, jak doszło do przecieku.
Zobacz opis konferencji Komisja śledcza Po wyborach w 2007 roku powstała sejmowa komisja ds. nacisków, która bada m.in. sprawę afery gruntowej i przecieków. Przesłuchiwała już m.in. Andrzeja Leppera i Zbigniewa Ziobrę. Jeszcze nie zakończyła pracy.