Prokurator powołuje się na siódme przykazanie

Prokurator w oficjalnym dokumencie pisze o "naruszeniu siódmego przykazania". Mężczyzna, którego dotyczyła sprawa poczuł się urażony - Ta uwaga funkcjonariusza dotknęła najbardziej intensywnej strefy życia - mówi. Domaga się przeprosin od ministra sprawiedliwości. Sprawę opisuje dziś "Rzeczpospolita".
Pan Marcin z centralnej Polski postanowił na swojej działce wybudować dom. W urzędowym formularzu napisał, że jest współwłaścicielem terenu. Drugi nie żyje. Nie dopisał jednak, że ma spadkobierców. Twierdzi, że nikt go nie poinformował o takim obowiązku.

Sprawą zajęła się prokuratura. Uznano, że pan Marcin popełnił "przestępstwo świadomego złożenia oświadczenia niezgodnego z prawdą". Sprawa trafiła do sądu.

Rok temu sąd umorzył sprawę, ale pan Marcin postanowił walczyć o swoje dobre imię. Zwrócił się do ministra sprawiedliwości z Prośba o "możliwość złożenia skargi kasacyjnej". Wtedy jego akta znów byłyby czyste. Odpowiedź, która otrzymał wprawiła go w osłupienie. Wojciech Groszyk z prokuratury krajowej napisał. "Nawet be z odwoływanie się do norm prawa staniowionego uznać należy, że pana postępowanie naruszyło także normy uniwersalne. Przecież budowa domu na nieruchomości stanowiącej własność innych osób bez ich zgody jest niczym innym jak naruszeniem siódmego przykazania Dekalogu - napisał prokurator.

- To nie jest właściwe - mówi Katarzyna Szeska z Prokuratury Krajowej.

Ostrzej wypowiadają się przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka - Złamano zasadę rozdziału Kościoła i państwa. Minister sprawiedliwości powinien przeprosić na całą sytuację i wyciągnąć konsekwencje służbowe - mówi dr Adam Bodnar z HFPC.

- Świadczy to o braku wiedzy w wykształceniu urzędniczym - powiedział "Rzeczpospolitej" Zbigniew Ćwiąkalski, b. minister sprawiedliwości.

Prokuratura Krajowa obiecała zająć się sprawą. Prokurator Groszyk zostanie ustnie upomniany przez przełożonych.

Groszyk za rządów PiS był dyrektorem biura legislacyjno-prawnego w Ministerstwie Sprawiedliwości. W październiku 2007 r. tuż przed wyborami ogłosił, że jest poddawany naciskom i podał się do dymisji. Wewnętrzna kontrola nie nacisków nie stwierdziła i Groszyk wrócił na stare stanowisko do prokuratury.