Rząd w walce z hazardem podzielił go na mniej i bardziej "uzależniający". Niebezpieczne mają być automaty do gry, ale już nie popularny i dochodowy Totolotek. Zdaniem polityków, gry losowe nie są aż tak wciągające. - To nieprawda - mówi ekspert od uzależnień.
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Izba Gospodarcza Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych skarży się do Brukseli na polski rząd, który jej zdaniem nową ustawą o grach hazardowych łamie unijne przepisy
- Patrzymy z punktu widzenia uzależnień. Najbardziej uzależniający jest hazard dostępny z ulicy - automaty, salony do gier. W momencie, kiedy to dotyczy losowań raz na jakiś czas nie ma tych relacji uzależnień między grą a graczem - mówił dzisiaj w Sygnałach Dnia wiceminister finansów Jacek Kapica, odpowiedzialny za ustawę o grach liczbowych.
Krajowy monopolista w grach losowych, Totalizator Sportowy - przynoszący wielkie dochody fiskusowi - nie jest, zdaniem polityków, aż tak groźny. Innego zdania są eksperci.
Sławomir Chyliński z Poradni Leczenia Uzależnień, nie potrafi podzielić hazardu - tak jak robią to politycy - na bardziej i mniej uzależniający. - Mechanizm jest ten sam. Osoba uzależniona coraz bardziej się wciąga i traci kontrolę - tłumaczy ekspert.
Według rządowych planów, w ciągu pięciu lat z barów, centrów handlowych i ze stacji benzynowych mają zniknąć automaty do gry. - Chcemy uchronić zwłaszcza polską młodzież przed uzależnieniami - mówił wczoraj premier Donald Tusk. Czytaj więcej>>