Nieco później w środę co najmniej jedna rakieta została wystrzelona na
luksusowy hotel Serena, leżący w pobliżu pałacu prezydenckiego. Agencja Reutera podała, powołując się na jednego z gości, że około stu ludzi zbiegło do podziemnego bunkra, jednak atak nie spowodował ofiar.
Według Reutera oba ataki wydają się być skoordynowane.
Atak na budynek ONZ zaczął się ok. godz. 5.30 czasu lokalnego (2 w nocy czasu polskiego). Napastnicy byli wyposażeni w granaty, broń automatyczną i kamizelki z materiałami wybuchowymi. Około trzech godzin później zostali zabici - podało afgańskie MSW. Wcześniej pojawiły się doniesienia, że kilku pracowników ONZ zostało wziętych za zakładników.
W budynku mieszkało 20 pracowników ONZ, ale nie wiadomo, ilu dokładnie było w nim w momencie ataku. Rzecznik Edwards powiedział, że dziewięć osób jest rannych. Nie podał narodowości zabitych, jednak dodał, że nie są oni Afgańczykami,
Rzecznik talibów Zabiullah Mudżahid powiedział agencji Associated Press, że ataku dokonało trzech bojowników. Dodał, że trzy dni temu
talibowie wydali oświadczenie ostrzegające wszystkie osoby zatrudnione przy wyznaczonej na 7 listopada drugiej rundzie wyborów prezydenckich. "To jest to nasz pierwszy atak" - wyjaśnił.
Prezydent Barack Obama czeka na wynik wyborów z podjęciem decyzji o wysłaniu do Afganistanu dalszych kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy amerykańskich. W piątek ma spotkać się w tej sprawie z przewodniczącym Kolegium Szefów Sztabów admirałem Mike'iem Mullenem i wyższymi rangą wojskowymi.