Kiedy dzięki świetnej grze Qyntela Woodsa (19 pkt do przerwy) i Davida Logana Prokom prowadził 17:10, a potem nawet 36:24 wydawało się, że Trefl nie da rady. Ale dał. Akcje Iwo Kitzingera (16 pkt do przerwy), rzuty Gintarasa Kadziulisa i niespodziewanie Łukasza Ratajczaka sprawiły, że w 19. min to goście wyszli na prowadzenie 45:43, a po czwartej trójce Kitzingera 48:45.
W trzeciej kwarcie drużyna z Gdyni zdecydowanie poprawiła obronę (w pierwszej połowie straciła aż 50 pkt, w trzeciej kwarcie tylko 10) i dzięki temu systematycznie powiększała przewagę. Trefl przestał trafiać, nawet z linii rzutów wolnych (po dwa razy spudłowali Saulius Kuzminskas, Kitzinger i Lewrance Kinnard). Po raz kolejny było widać, jak wielką różnicę robi Woods - w derbach i każdym innym meczu w PLK. Amerykanin już po trzech kwartach miał 27 punktów. Trefl się nie poddawał, w czwartej kwarcie potrafił się zbliżyć nawet na 5 punktów (71:76 po trójce Kinnarda w 35. min), ale na więcej nie było go stać. Kiedy 90 sekund przed końcem za trzy trafił Woods, Prokom wyszedł na prowadzenie 84:73 i wiadomo już było, że jest po meczu. Meczu, który był dobry, zacięty i emocjonujący.
Prokom i Trefl - kto jest mistrzem?
Asseco Prokom to klub, który gra w lidze od 1995 r., tylko teraz został przeniesiony z Sopotu do Gdyni. Przejął niemal wszystko, co kojarzyło się dotąd z koszykówką w Sopocie - zawodników, trenerów, pracowników klubu, miejsce w Eurolidze.
Trefl jest zupełnie nowym tworem, który od razu gra jednak w ekstraklasie dzięki temu, że za 400 tys. zł wykupił tzw. dziką kartę i przedstawił gwarancje budżetowe na 2 mln zł. Drużynę od zera budowali miasto, czyli prezydent Jacek Karnowski, oraz Kazimierz Wierzbicki, właściciel firmy Trefl, który w 1995 r. wymyślił koszykówkę w Sopocie. Skąd wzięli pieniądze? Od Asseco Prokomu, a konkretnie od Ryszarda Krauzego, który za 2,5 mln zł odkupił udziały w klubie od Karnowskiego i Wierzbickiego i dzięki temu mógł go przenieść do Gdyni.
Sporną kwestią do dziś pozostają puchary i medale, m.in. za ostatnie sześć tytułów mistrza Polski.
- Mimo że odkupiliśmy akcje od pana Wierzbickiego i zgodnie z prawem możemy decydować o nazwie spółki i jej siedzibie, to na podstawie partnerskiego porozumienia zarówno nasz klub, jak i ten z Sopotu mają możliwość powoływania się na tradycję wynikającą z dotychczasowej działalności - tłumaczył tuż po podziale prezes Asseco Prokom Przemysław Sęczkowski. Dodał także, że "jedynie drużyna z Gdyni ma prawo do powoływania się na sportowe tradycje w przypadku potrzeb związanych z jej udziałem w rozgrywkach europejskich". Konkretnie chodziło o to, aby to klub z Gdyni reprezentował w tym sezonie Polskę w Eurolidze.
Mimo napiętej atmosfery, jaka wytworzyła się po podziale koszykówki w Trójmieście, negatywnych emocji nie było widać na trybunach. Do drobnego incydentu doszło tylko w przerwie, kiedy kibice z Sopotu wywiesili transparent "Gdynia prawie jak mistrz. Prawie robi wielką różnicę". Natychmiast pojawiło się koło nich paru kibiców z Gdyni, ale ochrona opanowała sytuację w kilka sekund.
Asseco Prokom Gdynia - Trefl Sopot 84:78. Kwarty: 25:20, 22:30, 25:10, 12:18. Prokom: Woods 32 (5), Logan 24 (5), Burrell 9 (1), Ewing 6, Hrycaniuk 0 oraz Sow 6, Brazelton 5 (1), Jagla 0, Kostrzewski 0, Seweryn 0, Szczotka 0. Trefl: Kitzinger 22 (4), Kuzminskas 15, Hawkins 9 (1), Kowalczuk 8 (2), Kinnard 3 (1) oraz Ratajczak 11, Kadziulis 10 (2), Kietliński 0, Malesa 0.