- Podsłuch ujawniony przez "Rzeczpospolitą" był podsłuchem procesowym, zarządzonym przez prokuratora, za zgodą niezawisłego sądu. W tej sprawie redaktor Bogdan Rymanowski i Cezary Gmyz nie byli podsłuchiwani - oświadczyła
ABW.
Po burzy w mediach sprawę przejęli posłowie z komisji do spraw służb specjalnych, którzy wezwali szefostwo ABW. W oświadczeniu czytamy, że szef Agencji Krzysztof Bondaryk przedstawi posłom informację w sprawie dotyczącej powoływania się na wpływy w Komisji Weryfikacyjnej
WSI a jego zastępca Jacek Mąka odniesie się do pytań dotyczących procesu cywilnego, wytoczonego redakcji "Rzeczpospolitej" oraz jej dziennikarzowi Cezaremu Gmyzowi.
W prywatnym procesie wiceszefa ABW wykorzystano podsłuchy Agencji Na tym właśnie procesie okazało się, że prawnik Mąki dysponował odtajnionymi przez prokuraturę stenogramami podsłuchanej rozmowy telefonicznej między Gmyzem a Rymanowskim.
Gmyz rozmawiał z telefonu Wojciecha Sumlińskiego,
dziennikarza podejrzanego o oferowanie pozytywnej weryfikacji oficerom WSI. Był w związku z tym podsłuchiwany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Doszło też do jego zatrzymania, a sąd zgodził się na tymczasowy areszt.
Próba samobójcza i podsłuchana rozmowa dziennikarzy Wtedy Sumliński
podjął próbę samobójczą w kościele na warszawskim Żoliborzu. Wcześniej skierował list w swojej obronie do kilku redakcji. Adresatami byli m.in. Gmyz i Rymanowski. To w tej sprawie Gmyz konsultował się z dziennikarzem
TVN i tę rozmowę zarejestrowały służby. Później - na wniosek prawnika Mąki - prokuratura zgodziła się, by podsłuchana rozmowa została odtajniona i użyta w prywatnym procesie wiceszefa ABW.
Mąka sądzi się z "Rzeczpospolitą" za przytoczenie słów Sumlińskiego. Dziennikarz twierdził, że Mąka miał mu grozić, za to, że zajmował się sprawą
mieszkania wiceszefa ABW.