Mariusz Kamiński twierdzi, że CBA nie miało kontrolować przetargu na sprzedaż stoczni w Gdyni i Szczecinie w ramach tarczy antykorupcyjnej. O tym, że dochodzi tam do nieprawidłowości, CBA miało się zorientować przy okazji prowadzenia innej sprawy.
- Wbrew temu, co mówi minister skarbu i premier nikt nigdy nie zwrócił się do CBA o kontrolowanie przetargu ws. stoczni - mówił wczoraj Kamiński w
TVN24.
Jest dokument Tymczasem już w grudniu 2008 r. sekretarz rządowego Kolegium Służb Specjalnych Jacek Cichocki przekazał ówczesnemu szefowi CBA, czyli Mariuszowi Kamińskiemu, oficjalny list, do którego dołączono listę planowanych zamówień publicznych i prywatyzacji, które mają zostać objęte ochroną tzw. tarczy antykorupcyjnej.
Kopia pisma Cichockiego do Kamińskiego w serwisie Dziennik.pl Czym jest tarcza antykorupcyjna? W październiku ubiegłego roku premier Donald Tusk ogłosił uruchomienie programu zwanego "tarczą antykorupcyjną". W założeniach tarcza ma profilaktycznie ochraniać przed zjawiskami korupcyjnymi procedury zamówień publicznych i prywatyzacji istotnych dla bezpieczeństwa państwa. Program koordynuje rządowe Kolegium Służb Specjalnych.
Jacek Cichocki, sekretarz Kolegium, 1 grudnia 2008 r. wysłał pismo m.in. do ówczesnego szefa CBA Mariusza Kamińskiego, w którym informuje, że po konsultacjach z ministrami i służbami specjalnymi "wyselekcjonowano 230 procedur zamówień publicznych oraz podmiotów przeznaczonych do prywatyzacji, które z racji wartości lub znaczenia dla interesów państwa powinny zostać objętą tarczą antykorupcyjną". Wśród nich miała znaleźć się sprzedaż stoczni w Gdyni i Szczecinie.
Mariusz Kamiński twierdzi natomiast, że "nikt nigdy nie zwrócił się do CBA o kontrolowanie tego przetargu". Potwierdza, że rząd na początku roku przekazał mu listę kilkuset przedsiębiorstw do prywatyzacji i prosił, by się im CBA przyglądało. Nie uznał jej jednak za "dokument rządowy".
- Tarcza antykorupcyjna to hasło, za którym nie kryje się żaden dokument rządowy, żadna treść i niewiele z tego wynika - przekonywał wczoraj wieczorem w TVN24. Podkreśla, że "nikt, ani premier, ani minister skarbu
Aleksander Grad nie zwracali się do CBA z prośbą o przyjrzenie się przetargowi na stocznie" (
Posłuchaj całej wypowiedzi Kamińskiego w TVN24).
Ministerstwo skarbu odpowiada, że dwukrotnie zwracało się w tej sprawie do Kamińskiego. I publikuje listy na swojej stronie internetowej:
CZYTAJ TUTAJ Szef CBA nie zawiadamił o nieprawidłowościach. Inwestora nie było Mariusz Kamiński jest przekonany, że przy organizacji przetargu na składniki majątkowe Stoczni Gdynia i Stoczni Szczecińskiej zostało złamane prawo. Zdaniem byłego szefa CBA, rząd już w drugiej połowie maja miał informację, że żaden "inwestor katarski" nie istnieje. Obszernie wyjaśniał to we wczorajszym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".
Ministerstwo: Inwestor był Ministerstwo skarbu utrzymuje jednak, że inwestor katarski istnieje. - MSP przypomina, że inwestor ten prowadził wielomiesięczne rozmowy i prace związane z zakupem Stoczni, dokonał wpłaty 40 milionów wadium, powołał specjalną spółkę i wykonał wiele projektów przygotowawczych związanych z ponownym uruchomieniem Stoczni - czytamy w oświadczeniu ministerstwa.
CBA: Ale było coś nie tak Jak twierdzi były szef CBA, o tym, że z przetargiem na stocznie jest "coś nie tak" dowiedział się od swoich agentów dopiero w połowie września przy okazji prowadzenia innej sprawy (w ramach której podsłuchiwano urzędników Agencji Rozwoju Przemysłu). - Funkcjonariusze CBA zajmowali się prywatyzacją zupełnie innego zakładu w innej części Polski. Nasze działania absolutnie nie dotyczyły stoczni - tłumaczył w TVN24 odwołany szef CBA.
Były wicepremier Grzegorz Schetyna twierdzi, że Mariusz Kamiński "mija się z prawdą". - Bo to CBA i wszystkie służby ochraniały ten przetarg. Jeżeli była informacja, że nie ma inwestora, to pierwsze, co powinien zrobić Mariusz Kamiński to zawiadomić premiera i ministra skarbu. Tego nie zrobił, dlaczego? - pytał dziś Schetyna w Radiu
RMF FM.
Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera, w ubiegłym tygodniu zawiadomił o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Mariusza Kamińskiego, które miało polegać na tym, że mając dowody pozwalające na wszczęcie postępowania karnego, nie zawiadomił prokuratury.
O samobójach byłego szefa CBA w sprawie tzw. afery stoczniowej czytaj na Wyborcza.pl