Pytany o spotkanie z premierem 14 sierpnia Kamiński powiedział, że Tusk, relacjonując tę rozmowę "rozmija się z prawdą". Donald Tusk mówił, że otrzymał jedynie materiał analityczny z informacją, że sprawa jest zamknięta i nie zostanie skierowana do prokuratury.
- To nieprawda - zapewnił Kamiński. - 14 sierpnia powiedziałem premierowi następujące rzeczy: że mamy do czynienia z zagrożeniem, iż w wyniku nielegalnych działań, m.in. członka rządu, dojdzie do zmiany projektu rządowego ustawy, który zaowocuje stratą 500 mln zł rocznie dla budżetu państwa.
Nie było pułapki na premiera
- Poprosiłem premiera o podjęcie działań. Mówiłem o działaniach operacyjnych, jakie prowadzi CBA. Wspomniałem premierowi, że zleciłem przeprowadzenie analizy prawno-karnej zachowań osób, które są opisane w tym materiale analitycznym - powiedział b. szef CBA.
- Nie było pułapki na premiera, wykonałem to, o co premier mnie prosił. Dostał informację wyprzedzającą zanim budżet poniósł by ogromne straty. Co więcej dałem premierowi możliwość podjęcia działań bez ujawniania roli CBA w tej sprawie - wyjaśniał Kamiński
"Myślałem, że można działać w sposób ponadpartyjny"
- Jestem bardzo rozczarowany. Przez dwa lata współpracy z Donaldem Tuskiem, uważałem go za premiera mojego państwa. Starłem się współpracować z premierem w sposób maksymalnie lojalny - mówił Kamiński.
- Czułem się urzędnikiem państwowym. Myślałem, że można działać w sposób ponadpartyjny. To, że miałem w przeszłości inne poglądy niż premier, była dla mnie bez znaczenia - dodał.
Kamiski przyznał, że "czuje się jak niesłusznie odwołany szef instytucji, która walczyła z korupcją w naszym kraju".
B. szef CBA podkreślił, że decyzja premiera o jego odwołaniu była nielegalna i zmierza to wykazać przed sądem administracyjnym.
CBA nie kontrolowała spraw stoczni
Kamiński wyjaśniał rolę CBA w tzw. aferze stoczniowej. Był on pytany, dlaczego nie ujawnił wcześniej informacji jakoby już w maju rząd wiedział, że żaden katarski inwestor nie istnieje, a uczynił to dopiero w dzisiejszym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".
- Wbrew temu, co mówi minister skarbu i premier nikt nigdy nie zwrócił się do CBA o kontrolowanie przetargu ws. stoczni. Zajmowaliśmy się inną sprawą, która zazębiała się ze sprawą stoczni - wyjasniał.
Jego zdaniem dopiero na początku września dowiedział się, że przetarg był ustawiony i zlecił przygotowanie analizy ws. stoczni. Według Kamińskiego "przetarg został ustawiony pod jedną firmę".
- Natomiast w momencie, kiedy zorientowałem się, wszyscy się zorientowaliśmy, że jest jakaś kompletna katastrofa, że coś dziwnego wydarzyło się w sprawach stoczniowych, ja zwróciłem się do moich funkcjonariuszy - było to na początku września tego roku - z zapytaniem, o co chodzi z tym inwestorem katarskim - powiedział Kamiński.
"To Marczuk-Pazura składała propozycje przestępcze"
Kamiński mówił też o sprawie Weroniki Marczuk-Pazury. Według niego, to ona pierwsza wystąpiła do agenta Tomka z propozycją korupcyjną. Ten do tej pory traktował ją po przyjacielsku. - Nie była nigdy rozpracowywana przez CBA. Sama zaczęła składać propozycje przestępcze kilka miesięcy temu młodemu przedsiębiorcy, którym był agent pod przykryciem.
- To prokuratura i sąd wystąpiły o aresztowanie pani Marczuk-Pazury, nie CBA - dodał.