76-letni reżyser przegrał apelację o zwolnienie go za kaucją ze szwajcarskiego więzienia, w którym siedzi w oczekiwaniu na ewentualną ekstradycję do Stanów Zjednoczonych.
Federalny Sąd Karny w Bellinzonie uznał, że zwolnienie Polańskiego za kaucją lub osadzenie go w areszcie domowym, stwarza "wysokie ryzyko ucieczki".
O tym, że Roman Polański ma
siedzieć w areszcie do czasu ekstradycji do
USA, zdecydował na początku października szwajcarski minister sprawiedliwości. Minister odrzucił wniosek adwokatów reżysera o wypuszczenie go z więzienia, uznając, że nie ma żadnej gwarancji, że Roman Polański znów nie ucieknie, aby uniknąć procedury ekstradycyjnej.
Apelacja w sądzie Adwokaci reżysera odwołali się od tej decyzji do szwajcarskiego sądu. Dziś sąd wydał opinię, że nie zgadza się na wypuszczenie Polańskiego z aresztu.
Zgodnie ze szwajcarskim prawem, Romanowi Polańskiemu pozostaje teraz odwołanie się do Sądu Najwyższego lub ponowne przekonanie ministra sprawiedliwości, by wydał zgodę na jego zwolnienie.
- Polański zamierza złożyć apelację do Sądu Najwyższego - zapowiedział już jego prawnik Herve Temime. Ogłosił też, że razem ze swoim klientem zamierza przedstawić mocniejsze gwarancje tego, że reżyser nie ucieknie.
Znajdzie się "furtka" dla Polańskiego? "Neue Zuercher Zeitung" pisze w swoim wydaniu internetowym, że sąd w Bellinzonie uznał, iż propozycja złożenia kaucji, przedstawiona przez Polańskiego, nie spełnia w obecnej formie wymogów prawnych. Gazeta odnotowuje, że media informowały, iż reżyser zaproponował jako kaucję swój dom w szwajcarskim Gstaad, a także "dodatkowe środki", takie jak areszt domowy i elektroniczny monitoring.
"NZZ" wskazuje, że sąd w Bellinzonie "zostawił Polańskiemu furtkę", proponując mu przedłożenie w resorcie sprawiedliwości "konkretnej propozycji dotyczącej wysokości kaucji". Według szwajcarskiej gazety, chodzi zapewne o uwzględnienie "płynnych części majątku", aby kaucja spełniała wymogi prawne.
Areszt po 30 latach Polański został zatrzymany 26 września na lotnisku w Zurychu na podstawie amerykańskiego nakazu aresztowania. Wymiar sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych zarzuca mu, że w roku 1977 w willi aktora Jacka Nicholsona w Hollywood uwiódł 13-letnią wówczas Samanthę Gailey (obecnie Geimer).
W stanie Kalifornia czyn lubieżny z nieletnią klasyfikowany jest automatycznie jako gwałt. Przed zakończeniem wytoczonego mu postępowania karnego reżyser wyjechał do Francji, by uchronić się przed spodziewaną karą więzienia.