- Dziwne. Niedługo będziemy mieć procesy o prawa autorskie dotyczące tego, jak chodzić po chodniku - tak mecenas Piotr Paduszyński komentuje zarzut plagiatu, jaki stołeczny ratusz postawił ratuszowi łódzkiemu. Chodzi o to, że Łódź swoje wytyczne dla ruchu rowerowego wzorowała na takim samym, ale sporządzonym wcześniej dokumencie warszawskim.
Strona tytułowa łódzkich wytycznych o ruchu rowerowym
Sprawę opisywały już łódzkie media, m.in. "Gazeta Łódzka" i "Dziennik Łódzki". Chodzi o zarządzenie "Wytyczne dla ruchu rowerowego", jaki Łódź wprowadziła w życie w czerwcu. Zawarte są w nim regulacje nt. planowania i utrzymania ścieżek rowerowych. Pracowali nad nim specjaliści z Zarządu Transportu i Dróg łódzkiego ratusza i strona społeczna, czyli przedstawiciele organizacji cyklistów.
Po publikacji dokumentu do prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego zwróciła się ze specjalnym listem Hanna Gronkiewicz-Waltz. Zażądała w nim przyznania się do plagiatu i przeprosin. Jakiego plagiatu? Otóż łódzki dokument łudząco przypomina warszawski. Za jego opracowanie stołeczny ratusz zapłacił firmie TransEko 34 tys. zł.
TransEko przyłącza się zresztą do żądań władz Warszawy i dorzuca do nich własne: wycofanie łódzkiego dokumentu i 100 tysięcy złotych na zakup rowerów dla wychowanków warszawskich domów dziecka.
Ze stołecznego ratusza śmieją się prawnicy. Urzędowy dokument to nie utwór i nie podlega prawom autorskim - mówi mecenas Piotr Paduszyński.
Nie dociera to jednak do firmy TransEko. Doktor Andrzej Brzeziński wytłumaczył nam, jakie są różnice między majątkowymi a osobistymi prawami autorskimi przekonany, że jego firma to twórca i nadal posiada osobiste prawa majątkowe do swego dzieła. Dzieła - jak podkreśla, bo w jego tworzeniu "została wykorzystana wiedza".