Ble-ble prezesa polskiej koszykówki

Łukasz Cegliński
2009-10-18 , aktualizacja: 18.10.2009 22:27
A A A Drukuj
Tydzień temu napisałem, że pod kierownictwem Romana Ludwiczuka i ludzi, których on wybiera na kluczowe stanowiska w PZKosz i PLK, polska koszykówka idzie drogą donikąd. Prezes z większością stwierdzeń się zgodził - pisze Łukasz Cegliński z "Gazety Wyborczej" i Sport.pl.
Roman Ludwiczuk, prezes PZKosz
Fot. Paweł Kozioł / AG
Roman Ludwiczuk, prezes PZKosz
SERWISY
Prezes związku zadzwonił w poniedziałek już przed południem - zgodził się z kilkoma tezami artykułu, przyznał nawet, że "Wydział Szkolenia to jego porażka", zaprosił do siedziby PZKosz na rozmowę.

We wtorek odbyło się posiedzenie rady nadzorczej PLK. Poszerzono zarząd ligi do dwóch osób, a funkcję wiceprezesa zaproponowano Jackowi Jakubowskiemu, który przez lata pracował jako dyrektor w Prokomie Sopot. Dodatkowo utworzono zagadkowe stanowisko nadzorcy zarządu, które powierzono prezesowi Energi Czarnych Słupsk Andrzejowi Twardowskiemu.

W środę rozmawiałem z Ludwiczukiem godzinę - o zmianach w lidze, o słabym poziomie szkolenia, o trudno dostępnych transmisjach ligowych, o braku fachowców od marketingu w związku i PLK. Prezes zgadzał się z większością stwierdzeń, które świadczą o tym, że dzieje się źle, ale głównie powtarzał to, co on i prezes PLK Janusz Wierzbowski mówią od roku: że pracują nad zmianą wizerunku koszykówki w Polsce.

Gdy wychodziłem z biura Ludwiczuka, kołatały mi w głowie dwie myśli. Po pierwsze, cieszyłem się, że nie muszę z nim pracować, bo niezdecydowanie, mówienie o dwóch wykluczających się kwestiach w jednym zdaniu i zamknięcie się na rzeczy tak oczywiste jak zatrudnianie fachowców od marketingu dyskwalifikują Ludwiczuka jako dobrego zarządcę. Po drugie, nie mogłem znaleźć odpowiedniego słowa na określenie tego, co od prezesa usłyszałem.

Znalazłem je w czwartek, a pomógł mi trener Mirosław Noculak. Ekspert TVP Sport tak skomentował telewizyjne wystąpienia Ludwiczuka i Twardowskiego na temat zmian w lidze: - Myślę, że ci panowie uważają nas, ludzi koszykówki, za absolutne niemoty intelektualne. Przecież to jest bełkot i mówię to wprost i oficjalnie - denerwował się w magazynie "Za Trzy" Noculak. Bełkot to jest właśnie to słowo!

- Panie prezesie, potrzebna jest sanacja dyscypliny. U-zdro-wie-nie! - sylabizował Noculak. - Związek i liga w taki sposób, o którym słyszymy, nie są w stanie same się uzdrowić. Moim zdaniem te osoby nie rozumieją tego, co dzieje się w koszykówce. One są w niej przypadkowo - mówił Noculak o Ludwiczuku i Twardowskim.

Podpisuję się pod słowami eksperta TVP Sport obiema rękami i chyba nie jestem jedynym. Jakubowski, doświadczony i sprawny urzędnik sportowy, odmówił przyjęcia stanowiska wiceprezesa ligi. - Obecny bałagan kompetencyjno-organizacyjny nie pozwala na jakiekolwiek działanie - wyjaśnił Jakubowski.

Jego odmowa jest krzepiąca, bo może dać do myślenia Ludwiczukowi. Ale czy prezes zmieni styl zarządzania, który polega na narzucaniu własnego, rozchwianego zdania? Wątpliwe.

Ludwiczuk ma chyba jednak świadomość, że zmiany są konieczne. W czwartek zadzwonił do niego dziennikarz: "Panie prezesie, mam prośbę" - rozpoczął rozmowę. "Żebym odszedł?" - wszedł mu w słowo Ludwiczuk. Poczucia humoru prezesowi odmówić nie można, ale to jednak za mało, żeby kierować związkiem.

O Ludwiczuku mówi się na różne sposoby - przed pierwszym meczem EuroBasketu Polska - Bułgaria we Wrocławiu konferansjer przejęzyczył się i przedstawił senatora PO jako "prezesa polskiej koszykówki". To określenie jest bardzo bliskie prawdy, choć "główny hamulcowy", jak powiedział o nim jeden z moich rozmówców, też jest celne.

W środę przed południem zegar w sali konferencyjnej PZKosz uparcie wskazywał kwadrans przed szóstą. Sekundnik drgał, chciał pójść dalej, ale jednak stał w miejscu.

Tak jak polska koszykówka.

Podziel się