Prokurator Robert Majewski podkreślił, że wobec dziennikarzy "Rzeczpospolitej" Cezarego Gmyza i
TVN Bogdana Rymanowskiego nie stosowano żadnego podsłuchu, a podsłuchiwany był tylko Wojciech S. Prokurator tłumaczył, że materiały, które trafiły do mediów nie miały dla śledczych znaczenia ze względu na to, kto rozmawiał z podejrzanym dziennikarzem, tylko treść tych rozmów.
Prokurator Majewski zaznaczył, że nie wykonano ani jednej czynności, która miałaby prowadzić do ustalenia tożsamości rozmówców. W stenogramach pojawiają się tylko imiona rozmówców Wojciecha S.
O co chodzi w sprawie dziennikarza Wojciecha S.? Wniosek umotywowany Dlaczego wykorzystano nagrania ze śledztwa dotyczącego Wojciecha S. w prywatnym procesie wiceszefa
ABW? Prokurator tłumaczył, że wniosek pełnomocnika Jacka Mąki był szczegółowo umotywowany. Prawnikowi udostępniono do wglądu tylko tę część materiałów, które zasadnie mogły mieć znaczenie dla procesu wiceszefa ABW.
Prokuratorze potwierdzili, że dziennikarz Wojciech S. był podsłuchiwany zgodnie z decyzją sądu w sprawie związanej z oferowaniem oficerowi Wojskowych Służb Informacyjnych pozytywnej weryfikacji za pieniądze. S. miał się przy tym powoływać na wpływy w Komisji Weryfikacyjnej
WSI.
Prokurator Robert Majewski poinformował, że śledztwo w sprawie jest na ukończeniu i powinno zamknąć się w listopadzie.
Dziennikarze dzwonili z telefonu podejrzanego Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, badając sprawę domniemanego handlu aneksem do raportu o WSI, nagrała rozmowy Cezarego Gmyza, reportera śledczego "Rzeczpospolitej" i Bogdana Rymanowskiego, dziennikarza TVN. Dziennikarze rozmawiali ze sobą przez telefon należący do Wojciecha S., stąd istnieją nagrania ich rozmów.
To, co wzbudza wątpliwości prawników"Rzeczpospolitej" to wykorzystania stenogramów z tych rozmów przez wiceszefa ABW Jacka Mąki w procesie cywilnym wytoczonym "Rzeczpospolitej". Zdaniem gazety, niedopuszczalne jest wykorzystywanie nagrań, które nie były związane z prowadzoną sprawą.