ABW: Za podsłuchy odpowiada sąd i prokuratura Według gazet, rozmowy nagrywano przy okazji badania sprawy domniemanego handlu aneksem raportu o
WSI. Zgodnie z prawem śledczy powinni zniszczyć nagrania, które nie były związane z prowadzoną sprawą. Nie zrobili tego - twierdzi "Rzeczpospolita". Według dziennika, stenogramy rozmów zostały odtajnione i przekazane prawnikowi wiceszefa
ABW Jacka Mąki, który procesuje się w innej sprawie z "Rzeczpospolitą".
Podobnie o sprawie pisze "Polska". Według niej, sprawa stenogramów 'wyciekła' przypadkowo podczas środowej rozprawy przed Sądem Okręgowym w Warszawie.
Nowy minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski nakazał prokuratorowi krajowemu Edwardowi Zalewskiemu analizę doniesień prasowych i podjęcie stosownych działań.
Rymanowski: Na jakiej podstawie? - Jestem totalnie zaskoczony, totalnie zdziwiony, wręcz zszokowany, bo nie przypuszczałem, że moje prywatne i służbowe rozmowy dziennikarskie będą nagrywane przez kogokolwiek, a już na pewno nie przez ABW - tak w
TVN24 skomentował sprawę Bogdan Rymanowski. - Chciałbym, żeby ktoś odpowiedział mnie i wszystkim na pytanie, na jakiej podstawie nagrywano mnie jako człowieka, jako dziennikarza, bo abstrahując od tego, że w jakiś sposób na pewno ingerowano w pracę dziennikarza, tu mamy do czynienia z przypadkiem łamania elementarnych praw człowieka.
Według dziennikarza "każdy z nas ma prawo do rozmowy prywatnej czy służbowej". - Wydaje mi się, że ta sprawa powinna być wyjaśniona - dodał.
O co chodziło w konflikcie wiceszefa ABW i "Rzeczpospolitej"? W 2008 roku Jacek Mąka wytoczył proces dziennikowi za relacjonowanie próby samobójczej Wojciecha Sumlińskiego, dziennikarza podejrzewanego o składanie korupcyjnych propozycji byłym oficerom WSI. Dziennikarz został zatrzymany przez ABW w maju 2008 roku.
Prokuratura zarzucała mu, że od grudnia 2006 roku do stycznia 2007, powołując się na kontakty w komisji weryfikacyjnej WSI, oferował byłym oficerom pozytywną weryfikację w zamian za łapówkę. Sumliński zdecydowanie odpierał zarzuty. Twierdził, że cała akcja to zemsta wojskowych służb za jego artykuły śledcze. W lipcu dziennikarz - obawiając się aresztu - podciął sobie żyły w kościele Św. Stanisława Kostki. Biegli psychiatrzy uznali później, że Wojciech Sumliński nie może przebywać w areszcie.
Co napisała Rzeczpospolita? "Rzeczpospolita" napisała wówczas, że dziennikarz przekazał gazecie list, w którym pisał o prowadzonych śledztwach i sugerował, że "mógł się tym narazić wielu osobom". Dziennikarz twierdził, że Jacek Mąka miał mu grozić za to, że zajmował się sprawą jego
mieszkania. Zdaniem dziennikarza, warte ok. miliona złotych lokum Mąka uzyskał niezgodnie z prawem. - "Fragmenty listu, cytowane przez "Rz", a dotyczące ppłk. Jacka Mąki zawierają nieprawdziwe informacje a fałszywe oskarżenia i pomówienia kierowane przez osoby, którym prokuratura stawia zarzuty, to element linii obrony, często wykorzystywany przez podejrzanych" - tak do publikacji "Rzeczpospolitej" odniosła się wówczas ABW. A Jacek Mąka zdecydował się na pozew.
Nagrane rozmowy dziennikarzy W środę okazało się, że w tej sprawie rozmowy dwóch dziennikarzy były nagrywane przez ABW. Według stenogramów, w lipcu 2008 roku Rymanowski i Gmyz rozważali jak odwieść Sumlińskiego od samobójczych myśli. - Nagrano i nie zniszczono też wiele innych rozmów, dotyczących spraw intymnych osób trzecich - twierdzi dziennik "Polska".
ABW: To nie my ABW w sobotę rano wydała oświadczenie, w którym podkreśla, że w ramach toczącego się postępowania przygotowawczego jedynym dysponentem materiałów uzyskanych w trakcie działań procesowych jest prokuratura. Organ ten decyduje również o sposobie i zakresie wykorzystania procesowego wszelkich materiałów uzyskanych w trakcie tych czynności.
Zdaniem ABW, w kontekście insynuacji dzienników właściwym organem do zajmowania stanowiska w tej sprawie jest prokuratura prowadząca postępowanie.
Jak czytamy w oświadczeniu, reguły państwa demokratycznego uniemożliwiają ABW stawianie się ponad prawem i wpływanie na działalność i decyzje sądów i prokuratury.
Mąka: To próba zdyskredytowania mnie Oświadczenie wydał też wiceszef ABW Jacek Mąka. Zapewnia w nim, że nagrania z podsłuchów dziennikarzy zostały wykorzystane w prywatnym procesie zgodnie z prawem.
Jacek Mąka pisze, że pod koniec lipca ubiegłego roku Cezary Gmyz opublikował na łamach "Rzeczpospolitej" zniesławiający go artykuł. Wiceszef ABW wytoczył więc gazecie i dziennikarzowi procesy. Jego pełnomocnik wystąpił do prokuratury prowadzącej postępowanie w sprawie korupcyjnej o dowody mogące podważać tezę autora publikacji. Wniosek pełnomocnika został uwzględniony na podstawie kodeksu postępowania karnego - zaznacza Jacek Mąka. Jak dodaje, materiały z prokuratorskiego śledztwa zostały udostępnione i uznane przez sąd za dowody w wytoczonym przez niego procesie cywilnym.
- Pragnę zauważyć, że jedynym dysponentem materiałów o które wystąpił mój pełnomocnik, nie jest Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, lecz Prokuratura Apelacyjna w Warszawie - podkreśla wiceszef ABW. Zapewnia, że przez całe życie kierował się wyłącznie zasadami postępowania zgodnego z prawem, dlatego też "czuje się skrzywdzony - jak się wyraża - kolejną próbą publicznego zdyskredytowania go i reprezentowanej przez niego instytucji".