Fot. Rafal Michalowski / Agencja GazetaPikieta pracowników Tesco przed hipermarketem w Lublinie
Pracownicy Tesco pikietowali wczoraj przed hipermarketem w Lublinie. Domagali się 300 zł podwyżki i poprawy warunków pracy. Grożą strajkiem generalnym, jeśli nie zostaną wysłuchani.
Fot. Rafal Michalowski / Agencja Gazeta
Pikieta pracowników Tesco przed hipermarketem w Lublinie
Fot. Rafal Michalowski / Agencja Gazeta
Pikieta pracowników Tesco przed hipermarketem w Lublinie
Fot. Rafal Michalowski / Agencja Gazeta
Pikieta pracowników Tesco przed hipermarketem w Lublinie
- Firma osiąga zyski, ale my zarabiamy grosze. Nie dostajemy premii i dodatków stażowych. Przez nasze ręce przechodzą codziennie tony towaru. Pracujemy w stresie, na ciągle psujących się kasach. Ja żeby kupić dzieciom podręczniki do szkoły musiałam zrezygnować z zapłacenia czynszu. Jak długo można tak żyć? - irytowała się Zofia Wach, szefowa związku WZZ Sierpień 80 w lubelskim hipermarkecie Tesco, samotna matka czworga dzieci. Na stanowisku kasjerki w Lublinie pracuje od trzech lat.
"Prezes do roboty za 500 złotych"
- Ja nie tylko siedzę na kasie. Na przykład wykładam towar na półki, wszystko dzieje się w pośpiechu - dodaje Magdalena Skórska z Lublina, która mówi, że jako kasjerka w lubelskim Tesco zarabia 800 złotych na trzy czwarte etatu.
Elżbieta Fornalczyk, przewodnicząca WZZ Sierpień 80 w Tesco Polska mówiła w Lublinie, że połowa pracowników sieci zarabia 1000, 1100 złotych na rękę. Była jedną z blisko stu osób biorących udział w pikiecie, odbywającej się przed głównym wejściem Tesco w Lublinie. Pracowników sieci handlowej z całej Polski wspierali związkowcy z Sierpnia 80, m.in. około 20 pracowników PZL w Świdniku. - Przyjechaliśmy wesprzeć dziewczyny - mówili.
Uczestnicy pikiety mieli na sobie czerwone kamizelki Sierpnia 80 i transparenty. Głośno skandowali "Godziwej pracy, nie jałmużny. Prezes do roboty za 500 złotych", robili hałas uderzając metalowymi miskami.
Firma rozmawia ze związkowcami od lutego - bez efektów
W tym czasie hipermarket pracował normalnie. Po kilkudziesięciu minutach protestujący weszli do środka, aby zrobić symboliczne zakupy i zapłacić za nie groszówkami. Kobiety idąc wzdłuż półek pozdrawiały koleżanki siedzące na kasie. Tuż obok cały czas byli ochroniarze.
Do pikietujących w Lublinie nie wyszedł nikt z kierownictwa Tesco. Beata Rożek z biura prasowego Tesco podkreślała, że firma rozmawia ze związkowcami od lutego. Według związkowców nie przynoszą one efektów. "Cztery związki zawodowe, które stoją za akcją w Lublinie, reprezentują niewielki odsetek naszych pracowników. Ich żądania podwyżki w wysokości 17 proc. są niemożliwe do spełnienia, zwłaszcza w czasach, kiedy wiele firm zamroziło płace czy nawet przeprowadza zwolnienia" - czytamy w oficjalnym stanowisku Tesco Polska.
Związkowcy zapowiadają, że to nie ostatni protest w obronie interesów pracowników Tesco. Możliwy jest strajk generalny z blokowaniem kas, albo masowe branie zwolnień lekarskich przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy hipermarkety mają najwięcej pracy.
Pikietowali też w Krakowie
1 października podobna pikieta jak ta w Lublinie miała miejsce w Krakowie. - Na tym nie poprzestaniemy, bo we wszystkich sklepach sieci sytuacja pracowników jest tak samo zła. Być może teraz będziemy protestować na Pomorzu, a potem w kolejnych regionach - zapowiada Elżbieta Fornalczyk.