Aktor z "Klanu" usłyszał zarzuty. Uniknie więzienia?

ła, Gazeta.pl
16.10.2009 , aktualizacja: 19.10.2009 09:39
A A A Drukuj
Tomasz S. Fot. Alina Gajdamowicz / AG Tomasz S.
Tomasz S., znany aktor z telewizyjnego serialu "Klan" usłyszał trzy zarzuty. Odpowie za jazdę pod wypływem alkoholu, spowodowanie kolizji i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Aktor dostał już 2,5 tys. zł grzywny i - jak się dowiedzieliśmy - aby uniknąć więzienia zaproponował prokuratorowi, że zapłaci jeszcze 10 tys. zł kary.
Tomasz S.
Fot. Artur Kubasik / Agencja Gaz
Tomasz S.


Aktor dziś rano pojawił się w Komendzie Powiatowej Policji w Piasecznie, aby złożyć zeznania. - Przyszedł do nas razem ze swoim pełnomocnikiem. Jego zeznania nie były jednak bardzo wylewne. Ustosunkował się tylko do tego, co jest w policyjnych aktach - mówi Gazecie.pl asp. Maciej Piotrowski, oficer prasowy KPP w Piasecznie.

Śledczy zarzucili Tomaszowi S. popełnienie dwóch wykroczeń: spowodowania kolizji i ucieczki z miejsca zdarzenia. Za to policja już wymierzyła mu 2,5 tys. zł grzywny. Najważniejszy zarzut dotyczy jednak kierowania samochodem pod wpływem alkoholu. Za to według kodeksu karnego grozi nawet dwa lata więzienia. Aktor przyznał się do wszystkiego i dobrowolnie poddał się karze.

Aby uniknąć więzienia obrońca Tomasza S. zaproponował prokuratorowi, że oskarżony zapłaci wysoką karę finansową. Jak się dowiedziała Gazeta.pl chodzi o sumę rzędu 10 tys. zł. Propozycja jest już uzgodniona z prokuratorem, ale nie ma na razie mocy prawnej. - O ostatecznej karze zadecyduje sąd - wyjaśnia asp. Maciej Piotrowski.

Do zdarzenia, które spowodował popularny aktor doszło w ubiegłym tygodniu w podwarszawskim Żabieńcu. Kompletnie pijany Tomasz S. nie zdążył w porę wyhamować i uderzył w tył jadącego przed nim samochodu. To auto z kolei uderzyło w wyjeżdżający na szosę trzeci samochód. Jedna osoba została ranna. Aktor uciekł z miejsca wypadku. Policja zatrzymała go dopiero w Górze Kalwarii. W organizmie miał 2,3 promila alkoholu.

Nie chciał złożyć zeznań, bo... prowadził koncert

Aktor miał zeznawać w tej sprawie już w miniony poniedziałek. Jednak od tego obowiązku wymigał się sprawami zawodowymi. Jak ujawnił "Fakt" w tym samym czasie, kiedy miał składać zeznania prowadził koncert w Pułtusku z okazji Dnia Nauczyciela. Imprezę zorganizowały lokalne władze samorządowe. - Rzeczywiście doszło do takiej pewnej niezręcznej sytuacji. Ale już było za późno, aby zrezygnować z usług aktora. Umowę na prowadzenie koncertu podpisaliśmy z nim dwa miesiące temu. Gdybyśmy ją zerwali musielibyśmy płacić ogromne kary - tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl Ireneusz Purgacz, przewodniczący Rady Miasta w Pułtusku.

Podziel się