Na razie nie wiadomo nawet,
kiedy i czy powstanie nowy niemiecki rząd. Rozmowy koalicyjne przeciągają się, a liberałów i chadeków dzielą sprawy podatkowe (za ich obniżeniem opowiada się FDP) i między innymi sprawa Turcji. Jej członkostwu w Unii sprzeciwiała się bawarska CSU a kanclerz Angela Merkel znana jest ze swojego sceptycyzmu w tej sprawie. Zgoda w tym punkcie negocjacji może jednak oznaczać, że rozmowy koalicyjne pokonały kolejną ważną barierę.
Według Reutera, koalicyjne porozumienie w sprawie Turcji będzie podobne do tego, jakie chadecy zawarli z socjaldemokratami z SDP w 2005 roku. Przewiduje ono, że jeśli Unia nie będzie gotowa na kolejne poszerzenie, lub Turcja nie będzie w stanie spełnić unijnych warunków, to należy ją ściślej powiązać z europejskimi strukturami, by do jej członkostwa mogło dojść w przyszłości. Do tej pory taka koncepcja "uprzywilejowanego partnerstwa", za którą opowiada się Berlin i Paryż skutecznie zniechęca Turcję do przyspieszenia negocjacji ze wspólnotą.
Wczoraj
Komisja Europejska skarciła Turcję za liczne braki w poszanowaniu podstawowych wolności i mały postęp w negocjacjach z UE. W raporcie na temat postępów Zachodnich Bałkanów i Turcji na drodze do członkostwa, Komisja stwierdziła naruszenia wolności prasy, równouprawnienia ze względu na płeć, wytykając tak poważne problemy, jak "przemoc w rodzinie", "zabójstwa honorowe" czy "zmuszanie do małżeństw". Komisja wytknęła też brak postępów w sprawie długo oczekiwanego otwarcia tureckich portów lotniczych i morskich dla jednostek z greckiego Cypru, czego Ankara odmawia od czasu podzielenia wyspy w 1974 roku.
UE, która od 2005 r. prowadzi rozmowy akcesyjne z Turcją, już w 2006 roku zamroziła z tego powodu sześć z 35 rozdziałów negocjacyjnych z Turcją.