O tym, że marszałek Sejmu może być kandydatem Platformy na prezydenta zamiast Donalda Tuska napisał dziś
dziennik "Polska". Według gazety taka decyzja zapadła w wąskim gronie polityków PO i miała związek z wybuchem afery hazardowej.
- Nie było rozmów o kandydaturze Bronisława Komorowskiego na prezydenta - zaprzeczał w Radiu Zet Paweł Graś, pełniący jeszcze obowiązki rzecznika rządu. Jednocześnie zastrzegł, że premier nie podjął decyzji, czy sam będzie kandydował. Tymczasem pytani przez Gazeta.pl politycy PO o ewentualną kandydaturę Komorowskiego, twierdzili, że marszałek Sejmu ma małe szanse na wygranie w starciu z innymi kandydatami w wyborach prezydenckich.
- Nic mu nie ujmując, ale Donald Tusk w trudnych sytuacjach radzi sobie lepiej. Polacy mu ufają, sprawdził się w roli premiera - twierdzi Zbigniew Rynasiewicz, poseł PO. Wtóruje mu jego kolega z partii Tomasz Tomczykiewicz. - Idealny kandydat wygrywa. Takim jest Donald Tusk. Lepiej radzi sobie w sondażach niż Bronisław Komorowski - zauważa.
Jednak z kolei poseł Sebastian Karpiniuk uważa, że nic nie jest jeszcze przesądzone. - Tusk obecnie jest najlepszym kandydatem. Ale nie wiemy, co się wydarzy za kilka miesięcy. Może sondaże pokażą, że Polacy bardziej chcą zobaczyć go w roli premiera niż prezydenta. Żadne ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły - mówi. Ostateczne ustalenia o tym, kto będzie kandydatem PO na prezydenta poznamy dopiero w maju.