Ludowcy trzymają kciuki za czeskiego prezydenta. Bo będą mieli europosła

Kto najmocniej trzyma kciuki za to, aby czeski prezydent jak najszybciej podpisał Traktat Lizboński? Edward Wojtas z Polskiego Stronnictwa Ludowego. To właśnie ten polityk najprawdopodobniej zasiądzie w ławach Parlamentu Europejskiego jako dodatkowy europoseł.
- Cieszę się, że ten wielomiesięczny kabaret z podpisaniem Traktatu Lizbońskiego kończy się. Przynajmniej zakończył się tu w Polsce - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Edward Wojtas, poseł PSL.

Polityk sam żywo interesuje się ratyfikacją Traktatu nie bez powodu. Podczas czerwcowych wyborów do Parlamentu Europejskiego, w których kandydował był praktycznie o krok o zdobycia mandatu europosła. Według obowiązujących rozwiązań Polska w Parlamencie Europejskim może mieć 50 przedstawicieli. Tymczasem Traktat z Lizbony daje nam dodatkowego europosła. Z informacji Państwowej Komisji Wyborczej wynika, że po jego ratyfikacji to właśnie Wojtas ma szansę zasiąść w ławach Parlamentu Europejskiego.

Żeby to się stało brakuje jeszcze pod dokumentem podpisu czeskiego prezydenta.

- Wyczekuje tego wydarzenia - mówi Edward Wojtas, który na bieżąco przegląda wieści na temat Traktatu docierające z Czech.- Na razie jednak podchodzę do tej sprawy bardzo spokojnie. Skupiam się na swojej pracy w Sejmie, zasiadam przecież w komisji śledczej do spraw Krzysztofa Olewnika - wymienia.

Żeby poseł PSL został eurodeputowanym polski Sejm i Senat będzie musiał też zmienić ordynację wyborczą do Parlamentu Europejskiego. - To jest konieczne, bo w obecnych przepisach nie ma mowy ani o dodatkowym eurodeputowanym ani tak naprawdę o sposobie jego wyboru - zauważa Lech Gajzler, ekspert prawny z Państwowej Komisji Wyborczej.