- W najbliższym tygodniu aktor usłyszy zarzuty. O wymiarze kary zdecyduje prokurator, a później sąd - mówi portalowi Gazeta.pl Mariusz Sokołowski z KG Policji. Wiadomo, że za jazdę z ponad 2 promilami alkoholu w organizmie grozi mu dwa lata wiezienia i utrata prawa jazdy. Ale to nie koniec. Stockinger wjechał w tym innego samochodu, a następnie odjechał co może zostać potraktowane jako ucieczka z miejsca wypadku.
Świadkowie: bełkotał, że za wszystko zapłaci Według świadków wypadku, do których dotarł "Super Express" aktor zatrzymał się na chwilę na poboczu i przez uchyloną szybę pokazał kartę kredytową i wybełkotał, że za wszystko zapłaci. Nagle jednak zaczął powoli ruszać i odjechał.
Dziennikowi "Fakt" udało się porozmawiać z serialowym doktorem Lubiczem. - Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Dlatego chciałbym przeprosić wszystkich, którzy ucierpieli z powodu tego incydentu mówi w rozmowie z "Faktem" Stockinger. - Ostatnio nie czuję się najlepiej, jestem mocno przepracowany. Dlatego zadziałały tu wszystkie elementy: stres, nieodpowiedzialność i zwykła głupota - tak tłumaczy się gazecie Stockinger. - To był niekontrolowany impuls. Nie powinienem był się tak zachować - mówi aktor.
Do wypadku doszło w czwartek ok. godziny 13 w miejscowości Żabieniec. Stockinger jadący seatem exeo wjechał w forda ka, który zderzył się jeszcze z seatem toledo. Pasażerka forda trafiła do szpitala, a aktor odjechał z miejsca wypadku. Policjanci zatrzymali go dopiero w Górze Kalwarii. Okazało się, że miał 2,3 promila alkoholu w organizmie.
Z kacem na planie "Klanu" - Wczoraj, czyli dzień po wypadku, jak gdyby nigdy nic już o szóstej rano Tomasz Stockinger na tęgim kacu zameldował się na planie serialu "Klan" na warszawskim Mokotowie, gdzie spędził większość dnia - napisał "Fakt".
W 2007 roku Stockinger był twarzą kampanii "Bezpieczny Przejazd". Aktor namawiał w niej kierowców do bezpiecznej jazdy.
Czytaj więcej na stronie
efakt.pl