Strejlau debiutował w roli selekcjonera w 1989 roku w towarzyskim meczu z reprezentacją ówczesnego ZSRR (1:1).
- Przejmowałem kadrę w nieco podobnych okolicznościach jak Stefan Majewski, również na koniec nieudanych eliminacji mistrzostw świata. Obecnie jednak selekcjoner jest w trudniejszej sytuacji, ponieważ pracuje w atmosferze tymczasowości, która niczemu nie służy. Cierpi na tym wizerunek reprezentacji w mediach, negatywnie nastawieni są kibice. Fani chcą wiedzieć, komu kibicują i z kim się identyfikować. Teraz jest problem, nie zazdroszczę trenerowi Majewskiemu takiej sytuacji. Od początku swojej pracy znalazł się w ogniu krytyki - podkreślił Andrzej Strejlau.
Nieprzychylne opinie na temat Majewskiego nie są jedynym problemem nowego selekcjonera.
- Tak naprawdę ma podwójny stres, bo matematycznie wciąż zachowaliśmy szansę gry w barażach. Przed meczem z Czechami wywiera się ogromną presję, tymczasem Majewski miał bardzo niewiele czasu na przygotowanie drużyny. Zdecydował się na wiele zmian, ogromną niewiadomą pozostaje np. postawa naszej defensywy. W sobotę przekonamy się, czy pięć jednostek treningowych wystarczyło do zgrania nowego zespołu. W tak trudnej sytuacji oczekiwałbym od mediów i kibiców przychylniejszego spojrzenia na reprezentację trenera Majewskiego. Jeszcze tydzień temu atmosfera wokół drużyny była nie do zniesienia, na szczęście w ostatnich dniach trochę się poprawiła - dodał były selekcjoner.
Zdaniem Andrzeja Strejlaua powierzanie trenerowi funkcji tymczasowego selekcjonera mija się z celem.
- Nie odpowiem konkretnie na pytanie, czy Stefan Majewski powinien pozostać dłużej opiekunem kadry. Mogę jednak przypomnieć, że nasz Wydział Szkolenia zawsze opowiadał się za tym, aby selekcjoner miał możliwość pracy w dłuższym okresie. Taką opinię przedstawiliśmy wiceprezesowi PZPN ds. szkolenia Antoniemu Piechniczkowi. Podkreślam jednak, że mówię ogólnie o roli selekcjonera, a nie o konkretnym nazwisku - zakończył Strejlau.