Franciszkanin Ojciec Jan Szewek obawia się, że taka demonstracja poglądów może zaszkodzić samym uczestnikom marszu. - Takie rzeczy nie służą dobrze nikomu. Wśród nas żyją niewierzący. My ich znamy, sprzyjamy im. Można układać normalne relacje ze sobą. To jest o wiele zdrowsze niż takie ostentacyjne "pokazywanie się" - twierdzi o. Szewek w rozmowie z reporterem
radia TOK FM.
Trudno być ateistą - Chcemy zaistnieć w przestrzeni społecznej i publicznej, ale głównie politycznej - nie kryje Ewelina Podsiad. - Chcemy pokazać, że ateiści i agnostycy są dyskryminowani na różnych płaszczyznach - dodaje.
Poza swoistą banicją społeczną wśród głęboko wierzących nie podaje jednak innych przykładów. - Ja nie mogę wyjść z Kościoła, bo to odbije się na moich rodzicach. Pochodzę z małej miejscowości - wyznaje.
Prowokacja? - Nie wiem czemu służy ten marsz - przyznaje o. Jan Szewek. - Tym bardziej, że w Polsce ateiści nie są prześladowani. Nie są im zabierane żadne prawa. Co więcej: sam mam znajomych ateistów i to nie przeszkadza nam się przyjaźnić, mimo, że wiedzą, że jestem zakonnikiem - zdradza o. Szewek.
- Boję się, że wiele osób może potraktować to jako prowokację wymierzoną w ludzi wierzących, którzy też czasami czują się dyskryminowani - zaznacza franciszkanin.
Pokażemy, że jesteśmy - To nie jest marsz przeciwko katolikom! Chcemy pokazać, że jesteśmy i chcemy być traktowani na równi - podkreślają organizatorzy manifestu.
Marsz ateistów i agnostyków ruszy ulicami Krakowa w sobotę,10 października. Organizatorzy zapowiadają, że przejdzie w nim blisko pół tysiąca osób. - Sam marsz rozpocznie się piosenką Johna Lennona - "Imagine". Nie chcemy skandować haseł - zapowiada Ewelina Podsiad.
Marsz przejdzie od Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego, przez krakowski Rynek, pod pomnik Tadeusza Boya-Żeleńskiego.