W poniedziałek Sawicka rozpłakała się przed sądem opowiadając o coraz bliższej znajomości z "Tomkiem". Rozprawę przerwano, przesłuchanie wznowiono dzisiaj.
Sawicka zeznała, że po tym, jak ich relacje się zacieśniły, "Tomasz" powiedział jej, że chce zainwestować w Polsce duże pieniądze i wybudować
luksusowy ośrodek wypoczynkowy. Namawiał ją, by pomogła mu wyszukać dobrą lokalizację - i tak zaczęto rozmawiać o Wybrzeżu.
- Mówił, że interesują go duże aglomeracje nadmorskie - Sopot, czy Gdynia - powiedziała Sawicka, która przyznała, że postanowiła mu pomóc i zapytała swego znajomego - posła Wałęsę - czy zna gminy, w których władze "są nastawione na rozwój".
To "Tomek" namawiał na wspólny wyjazd Według niej Wałęsa nie wiedział, ale poradził, by zapytać posła Biernackiego, który miał powiedzieć, że każdy wójt czy burmistrz "z otwartymi rękami przyjmie inwestora". Wtedy podpowiedział też, żeby zwrócić się do "starego, dobrego samorządowca", burmistrza Helu Wądołowskiego. Sawicka zapewniła, że w rozmowach z posłami nie było żadnej mowy o jakichkolwiek korzyściach osobistych.
Wyjaśniała, że to agent namówił ją na wspólny wyjazd na Hel. - Miałam mu towarzyszyć, żebym mogła miło wypocząć nad morzem, nie było mowy o tym, bym miała z tego mieć jakąś korzyść - zapewniła.