Członkowie brytyjskiej opozycyjnej partii konserwatywnej, zebrani w Manchesterze na dorocznym zjeździe, zbierają podpisy pod petycją do prezydenta Czech Vaclava Klausa o to, by nie podpisywał Traktatu Lizbońskiego.
Fot. CZAREK SOKOLOWSKI AP
Brytyjscy konserwatyści apelują do Vaclava Klausa, by ten nie podpisywał Traktatu Lizbońskiego
Oficjalne stanowisko torysów zakłada rozpisanie w Wielkiej Brytanii referendum, jeśli dojdą do władzy zanim Traktat będzie przyjęty przez wszystkie państwa UE.
Lider konserwatystów nie mówi jednak, co zrobi, jeśli jego partia dojdzie do władzy, gdy traktat zostanie przez wszystkich zaakceptowany.
Dzisiejszy "Guardian" twierdzi, że w takiej sytuacji hipotetyczny rząd torysów przystąpi do akcji mającej na celu odebranie Brukseli niektórych uprawnień, m.in. dotyczących polityki socjalnej i zatrudnienia (oznaczałoby to brytyjski opt-out z Karty Praw Socjalnych).
Torysi chcą też większego zakresu uprawnień dla rządów narodowych (kosztem Brukseli) w zakresie wymiaru sprawiedliwości i polityki wewnętrznej. Kwestie te w Traktacie Lizbońskim nie podlegają narodowemu wetu.
Wybory na Wyspach spodziewane są w maju 2010 r. Sondaże dają konserwatystom przewagę 12-15 pkt proc.