Sawicka: To agenci mnie prowokowali

us, PAP, IAR
05.10.2009 , aktualizacja: 05.10.2009 11:20
A A A Drukuj
Beata Sawicka w warszawskim sądzie Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta Beata Sawicka w warszawskim sądzie
B. posłanka PO Beata Sawicka twierdzi, że postawione jej zarzuty są "nieprawdziwe", bo to agenci CBA - znani jej jako Marek Przecławski i Tomasz Piotrowski - mieli ją "prowokować i inspirować" do wypowiadania opinii, które teraz są kwalifikowane jako korupcyjne zachowania.
Według Sawickiej to agenci CBA mieli ją
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Według Sawickiej to agenci CBA mieli ją "prowokować i inspirować" do wypowiadania opinii kwalifikowanych teraz jako korupcyjne zachowania
Sąd nie zgodził się na bezpośrednie transmitowanie rozprawy przez media
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Sąd nie zgodził się na bezpośrednie transmitowanie rozprawy przez media
Otrzymane od agentów pieniądze, co prokuratura traktuje jako łapówkę za "załatwienie" działki na Helu, to według Sawickiej - pożyczka na kampanię wyborczą, którą zamierzała zwrócić. - Nie żądałam od burmistrza Helu korzyści - w maju 2007 r. nie znałam nawet burmistrza Mirosława Wądołowskiego i nie wiedziałam nic o żadnej działce na Helu - mówiła przed sądem Sawicka.

- Nie nakłaniałam agentów CBA Marka Przecławskiego i Tomasza Piotrowskiego do przekazania burmistrzowi Wądołowskiemu korzyści. To oni nakłaniali mnie, bym wyraziła swoje stanowisko w wywołanym przez nich temacie - mówiła Sawicka. Przyznawała, że miały miejsce spotkania z udającymi biznesmenów agentami i toczyły się rozmowy na temat np. działki na Helu. - Ale to oni nakłaniali mnie do tego, abym wyraziła swoje stanowisko w temacie, o którym oni rozmawiali między sobą - dodała.

Otrzymane od agenta pióro wieczne - jak powiedziała - traktowała jako "upominek towarzysko przyjacielski". - Agent Tomasz dostał wiele upominków ode mnie - dodała.

Sawicka się nie przyznaje do winy

- Przyznaję, że pewne wydarzenia z aktu oskarżenia miały miejsce, ale do winy się nie przyznaję - tak Beata Sawicka odpowiedziała na pytanie sądu, czy przyznaje się do zarzuconej jej korupcji.

- Jest mi przykro, że takie zdarzenia miały miejsce w moim życiu osobistym i życiu mojej rodziny - mówiła Sawicka. Oświadczyła, że ma nadzieję, iż proces "pomoże jej poznać prawdę, jak została w to wplątana".

Bez transmisji na żywo

Sąd nie zgodził się na bezpośrednie transmitowanie przez media rozpraw w procesie oskarżonych o korupcję b. posłanki PO Beaty Sawickiej i b. burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego. Przewodniczący rozprawie sędzia Marek Celej uzasadnił to przepisami prawa, które nakazują baczyć, by świadkowie nie znali zeznań innych osób - co umożliwiłaby transmisja.

Kilka stacji telewizyjnych zwróciło się do sądu o zgodę na prowadzenie bezpośredniej transmisji z procesu. Zgodzili się na to obrońcy obojga oskarżonych, którzy oświadczyli ponadto, że ich klienci pragną procesu "przy otwartej kurtynie" i że zgadzają się na podawanie w mediach pełnych danych osobowych i wizerunku. Również prokuratura nie widziała przeszkód wobec pełnej jawności procesu - poza zeznaniami agentów CBA, które z mocy prawa muszą pozostać ściśle tajne.

Sawicka dziękuje dziennikarzom

Rozprawa rozpoczęła się z kilkuminutowym opóźnieniem. Przed wejściem na salę była posłanka odmówiła rozmowy z dziennikarzami. Powiedziała tylko, że najpierw chce wszystko wyjaśnić sądowi, a dopiero potem będzie wypowiadać się dla mediów. Nie odpowiedziała na pytanie, czy czuje się winna. Podziękowała jednak dziennikarzom za obecność.

Oskarżona o przyjęcie łapówki

Prokurator odczytał akt oskarżenia, w którym zarzuca oskarżonym korupcję. Była posłanka miała przyjąć łapówkę za "ustawienie" przetargu na zakup dwuhektarowej działki na Helu oraz nakłaniać burmistrza Helu do przyjęcia korzyści majątkowej. Ten z kolei żądał od agentów CBA, aby został zarządcą kompleksu wypoczynkowo-rekreacyjnego, który miałby zostać wybudowany na działce, która stała się przedmiotem korupcji.

W październiku 2007 r. Sawicką zatrzymało CBA w momencie, gdy przyjmowała - jak uznano w akcie oskarżenia - łapówkę za "ustawienie" przetargu na zakup dwuhektarowej działki na Helu. Szczegóły nagłośnił szef CBA Mariusz Kamiński tuż przed wyborami w 2007 r. Z przedstawionych przezeń nagrań podsłuchów posłanki wynikało, że liczyła ona też na robienie interesów w związku ze spodziewaną po wyborach prywatyzacją w służbie zdrowia.

Adwokat Sawickiej, mec. Mikołaj Pietrzak, zapowiedział, że jego klientka chce składać obszerne wyjaśnienia "z podniesioną przyłbicą i przy otwartej kurtynie". Liczy on na jawny proces.

"Skuszona" przez agenta Tomka

Cała sprawa wywołała wątpliwości polityków PO i części mediów co do domniemanego politycznego tła wielomiesięcznej operacji specjalnej CBA wobec Sawickiej (usuniętej wtedy z PO). Ona sama twierdziła, że padła ofiarą prowokacji udającego biznesmena agenta CBA "Tomasza Piotrowskiego", ( agent "Tomek", który pracował również przy sprawie Weroniki Marczuk-Pazury), który miał związać ją ze sobą emocjonalnie. Sawicka uznała, że oficerowie CBA przekroczyli uprawnienia podejmując wobec niej bezpodstawną inwigilację i że namawiali ją do przestępstwa. Kamiński zaprzeczał tym zarzutom.

Podziel się