- Nie wiem czy dociągnę, ale jak usłyszałem werdykt, od razu sobie pomyślałem, że cudownie by było zakończyć tam karierę. Będę miał 40 lat, to dużo. Szkoda, że to dopiero za siedem lat, bo chętnie bym pojechał. Z drugiej strony jak się nie posypię wcześniej, to czemu nie? - analizował.
Mistrz olimpijski z Sydney spędził w tym roku dwa tygodnie w Brazylii i jest przekonany o tym, że kraj samby i piłki nożnej sprosta wyzwaniu, a olimpiada w Rio de Janeiro będzie wspaniałym przeżyciem dla sportowców, dziennikarzy i kibiców.
- To będzie dla organizatorów wielkie wyzwanie, ale wiem, że sobie z tym poradzą. To wspaniały kraj. Poligonem doświadczalnym dla Brazylijczyków będą piłkarskie mistrzostwa świata, które odbędą się tam dwa lata wcześniej. Będą mieli okazję, by pewne rozwiązania przetestować i potem ewentualnie poprawić. To na pewno pomoże. Oni są w stanie to zrobić - przekonywał.
Ziółkowski podkreślił jednocześnie, że będą musieli uporać się z wieloma przeciwnościami. - Największym kłopotem będzie na pewno utrzymujący się duży współczynnik przestępczości. Bardzo pomocne w tej kwestii mogą być doświadczenia z przyszłorocznego mundialu w RPA. Afrykanie borykają się z tym samym problemem, a wskazówki i zastosowane rozwiązania mogą posłużyć późniejszym organizatorom igrzysk - uważa.
Niepokojące jest dla mistrza świata z Edmonton (2001), że niewielu obywateli zna języki obce. - Po angielsku nie mówi prawie nikt. Na ulicy jest prawie niemożliwe spotkać kogoś z kim można się porozumieć inaczej niż po portugalsku. Nawet na lotniskach jest zazwyczaj tylko jedno okienko otwarte, przy którym można dogadać się po angielsku. To naprawdę dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że mają mnóstwo kanałów telewizyjnych, w których filmy wyświetlane są w języku Szekspira - powiedział.
Rekordzista Polski w rzucie młotem zaznaczył, że - na pewno będą musieli wymyślić jeszcze jakieś rozwiązania komunikacyjne. Rio de Janeiro to olbrzymie miasto. Odległości między poszczególnymi punktami są bardzo duże. Problemów, według Ziółkowskiego, nie będzie z bazą noclegową i stadionami. - One będą gotowe na mistrzostwa świata w 2014 roku. Myślę, że akurat z tym nie powinno być trudności. Maracana już robi niesamowite wrażenie. Hotele natomiast już stoją. W styczniu i lutym przylatują tam miliony ludzi na karnawał i oni są na to przygotowani. Potrafią przyjąć turystów - ocenił.
Wynik wyborów nie zaskoczył brązowego medalisty mistrzostw świata z Helsinek. - Tokio nie mogło zostać wybrane ze względu na igrzyska w Pekinie w zeszłym roku. Podobnie jest z Madrytem. W 2012 roku olimpiada jest w Londynie, Europa nie mogła po raz drugi z rzędu być gospodarzem. Chicago? Tutaj ten lobbing był jednak za duży. Zaszkodził im chyba przyjazd prezydenta Baracka Obamy, gwiazdorów sportu i telewizji. Poza tym pozostał jeszcze niesmak po igrzyskach w Atlancie. Wtedy sporo rzeczy nie zagrało tak jak powinno. W Ameryce Południowej jeszcze olimpiady nie było. Zasłużyli na to, by w końcu dostać szansę - zakończył.