"Wprost" zapłaci największe odszkodowanie w historii polskich mediów?

Czy "Wprost" będzie musiał wypłacić największe odszkodowanie w historii polskich mediów? Amerykański sąd orzekł aż 5 mln dolarów na rzecz córki Włodzimierza Cimoszewicza, która wytoczyła proces o zniesławienie. - To wyrok wysoki nawet jak na amerykańskie warunki - mówi adwokat Piotr Paduszyński. - To kapturowe orzeczenie niewykonalne w Polsce - twierdzi 'Wprost"
- Do tej pory najwyższą kwotą zasądzoną w Polsce z tytułu ochrony dóbr osobistych było 250 tys. zł - przypomina Paduszyński. Kwotę 5 mln odszkodowania wskazał sąd w Chicago.

Adwokat: To wyrok wysoki jak na Polskę, wysoki jak na Stany


Chodzi o sprawę Małgorzaty Cimoszewicz - Harlan, która pozwała tygodnik o zniesławienie. "Wprost" w tekście "Konspiracja Cimoszewiczów" z 2005 r. sugerował, że córka byłego premiera i jej rodzina dopuściła się nadużyć finansowych w związku z zakupem za pośrednictwem ojca akcji PKN Orlen.

Cimoszewicz wygrała proces przeciwko "Wprost" CZYTAJ

"Kwota może się zmienić"

Zanim jednak na konto Cimoszewiczów trafi rekordowe odszkodowanie sprawę czeka długa droga sądowa. Jak tłumaczy Piotr Paduszyński z kancelarii Paduszyński i Wójtowicz na razie wyrok zapadł w amerykańskim sądzie pierwszej instancji. Teraz musi się on uprawomocnić w Stanach Zjednoczonych. - Dopiero teraz będzie można występować o stwierdzenie wykonalności tego wyroku na terenie Polski - mówi.

Paduszyński przekonuje, że amerykańskie wyroki zwykle są w Polsce uznawane i wykonywane. Zaznacza jednak, że jeszcze w Stanach Zjednoczonych wyrok może się nie utrzymać lub strony mogą zawrzeć ugodę. Wówczas zasądzona kwota odszkodowania może się zmienić.

"Wprost": To kapturowe orzeczenie

Do sprawy odniósł się także tygodnik "Wprost". - Orzeczenie (...) nie jest wykonalne na terenie Polski. Nie ma więc prawnej podstawy egzekucji zadośćuczynienia w wysokości 5 mln dol. - napisali w oświadczeniu przedstawiciele tygodnika. - Nie dostaliśmy żadnych zawiadomień, wezwań, pism procesowych w tej sprawie - mówi Amadeusz Król, Prezes Zarządu AWR Wprost. Jak twierdzi taka dokumentacja nie została bowiem przesłana z sądu w Chicago, w którym wydano wyrok.

Tygodnik przypomina, że sprawa toczyła się najpierw przez sądem w Karolinie Południowej i zakończyła się oddaleniem powództwa. - Można przypuszczać, że jakieś kapturowe orzeczenie zapadło w trybie nieznanym europejskiemu wymiarowi sprawiedliwości - czytamy w oświadczeniu.

- Mając na uwadze zastosowany tryb postępowania i brak możliwości udziału stron w tej sprawie, zasadne wydaje się założenie, że wydanie ewentualnego wyroku nastąpiło niezgodnie z podstawowymi zasadami porządku prawnego w RP. Ponadto ewentualne orzeczenie nie jest obowiązujące na terenie Polski - dodają przedstawiciele tygodnika.