Afera hazardowa. O co chodzi?

Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki mieli wpływać na kształt nowej ustawy o grach losowych, tak by była ona korzystna dla biznesmenów z branży hazardowej. Od 17 lat politycy bezskutecznie próbują wprowadzić prawo, które nadążałoby za rozwojem rynku.

AFERA HAZARDOWA. Historia pewnej ustawy | Raport specjalny | Stenogram opublikowany przez ''Rz''



CBA złożyło doniesienie do prokuratora generalnego w sprawie "zagrożenia interesu ekonomicznego Państwa w związku z przygotowywaniem projektu ustawy o zmianie ustawy o grach i zakładach wzajemnych". CBA ostrzega, że budżet państwa mógł na tym stracić 469 mln zł.

Zdaniem "Rzeczpospolitej", za zmianami stoją dwaj czołowi politycy partii rządzącej: szef klubu PO Zbigniew Chlebowski i minister sportu Mirosław Drzewiecki.

Tymczasem według przedstawicieli branży hazardowej, Skarb Państwa mógł stracić nawet 3 mld zł, ale... jeśli proponowane zmiany weszłyby w życie.

Ustawa dobra na lata 90.

Ustawa o grach i zakładach wzajemnych pochodzi z 1992 r. W latach 90. w zarabianiu na automatach do gry wyspecjalizowała się głównie mafia, m.in. słynny gang pruszkowski.

W istotnej nowelizacji ustawy z 2003 r., automaty o niskich wygranych zostały uznane za "urządzenia rozrywkowe". Od tego czasu tradycyjny jednoręki bandyta (z większym wygranymi) może stać wyłącznie w koncesjonowanym kasynie lub salonie gier. Natomiast "urządzenie rozrywkowe" (z wygranymi do 15 euro) może stać właściwie wszędzie byle nie bliżej niż sto metrów od szkoły lub kościoła. Nowelizacja nie obeszła się jednak bez afery z udziałem ówczesnego szefa klubu SLD Jerzego Jaskierni.

Każdy automat musi ponadto zostać zarejestrowany przez Ministerstwo Finansów. Wprowadzone zmiany miały uregulować drobny hazard, a w szczególności pozwolić fiskusowi ściągać podatki z takiej działalności. Według danych ministerstwa finansów, przepisy nagminnie są łamane, na czym traci Skarb Państwa.

Minister Kapica na wojennej ścieżce

Urzędujący od lutego 2008 r. wiceminister finansów Jacek Kapica zdecydował się uregulować rynek "jednorękich bandytów".

W rozporządzeniu ministra finansów obowiązującym od 24 marca 2009 r. zmieniono definicję automatów, tak by były nimi jedynie takie urządzenia, które "uniemożliwiają przekraczanie wartości maksymalnej stawki w wyniku kontynuacji gry za uzyskane pieniądze". Miało to zakończyć proceder, kiedy z tzw. automatów niskohazardowych można wygrać więcej niż ustawowe 15 euro.

Zmiany zaproponowane przez ministerstwo nie spodobały się operatorom automatów, którzy chcą obalić rozporządzenie w Trybunale Konstytucyjnym. Powód? To bardzo istotna zmiana, która powinna być wprowadzona droga nowelizacji przez Sejm. Pisał o tym w czerwcu tygodnik "Polityka".

Drzewiecki zmienia zdanie

Ministerstwo finansów nie zatrzymało się na rozporządzeniu. Nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych resort pracował przez kilka miesięcy. Zgodnie z projektowanym art. 47a ust.2 nowelizacja wprowadzała do 31 grudnia 2015 r. m.in. 10 proc. dopłaty dla kasyn, salonów gier i automatów o niskich wygranych na sport. Pieniądze z tych dopłat miały zostać przeznaczone na budowę drugiego etapu Narodowego Centrum Sportu.

Dziś 20 proc. dopłaty na sport płaci wyłącznie państwowy monopolista w grach liczbowych i loteriach - Totalizator Sportowy. Przez wiele miesięcy resort sportu zabiegał, żeby dopłaty dotyczyły także innych podmiotów zajmujących się hazardem. Dzięki temu do budżetu miało trafić kilkaset milionów zł.

Jednak 30 czerwca minister sporu Mirosław Drzewiecki wysłał pismo do Jacka Kapicy. Poprosił w nim o wykreślenia dopłat z projektu ustawy, bowiem w związku ze zmianą planów inwestycji przed Euro 2012, pieniądze z dopłat nie będą już potrzebne.

W liście z 2 września Drzewiecki zmienił zdanie. Poprosił, aby dopłaty jednak zostawić i przeznaczyć je na Fundusz Rozwoju Kultury Fizycznej.

Kto jest przeciw?

Przeciwko dopłatom od początku protestowali biznesmeni z branży hazardowej. Na stronie Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych pojawił się dzisiaj fragment raportu opracowanego przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową dotyczący ewentualnego wprowadzenia dopłat.

Z opublikowanej analizy wynika, że wprowadzenie dopłat do gier w kasynach, na automatach oraz zakładach bukmacherskich będzie skutkować stratami (a nie zyskami, jak sugeruje ministerstwo) dla budżetu państwa. I to nawet w wysokości 3 mld zł.

"Zgodnie z prezentowaną projekcją rozwoju rynku, dochody płynące ze ściągania dopłat nie będą w stanie zrekompensować ubytków wpływów budżetowych z tytułu zmniejszenia się odprowadzanego podatku od gier i podatku dochodowego. Negatywny efekt budżetowy wynikać będzie głównie ze spadku dynamiki rozwoju rynku i zmniejszenia ekonomicznej efektywności funkcjonujących na rynku przedsiębiorstw" - czytamy w raporcie.

Podobne wnioski płyną z raportu "O możliwych konsekwencjach objęcia polskich kasyn dopłatami do gier" przygotowanego przez Instytut Badań Systemowych Polskiej Akademii Nauk.

Chlebowski pomógł kolegom?

"Rzeczpospolita" sugeruje, że Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki za namową dwóch biznesmenów: Ryszarda Sobiesiaka i Jana Koska, wpłynęli na zmianę nowelizacji ustawy (m.in. poprzez odrzucenie dopłat). Chlebowski nie zaprzecza, że od dawna zna obu biznesmenów, ale odrzuca zarzuty, że lobbował na ich korzyść.

12 sierpnia 2009 r. Mariusz Kamiński, szef CBA poinformował o sprawie premiera Donalda Tuska, prosząc o zachowanie "najwyższej ostrożności przy udostępnianiu załączonych materiałów osobom trzecim". Dwa tygodnie później Sobiesiak ostrzegł Koska, że interesuje się nimi CBA. Wkrótce ich kontakty miały się urwać. 12 września szef CBA poinformował premiera o domniemanym przecieku. Kilka dni później o sprawie został poinformowany prezydent Lech Kaczyński.

Na marginesie - kolejne zmiany

Chlebowski w krótkim wywiadzie w "Rzeczpospolitej" tłumaczy, dlaczego jego zdaniem nowelizacja ustawy była zła. Wydawanie pozwolenia na salony i kasyna, które dziś wydaje minister finansów, miałyby zostać przekazane wójtom, burmistrzom i prezydentom. Zdaniem polityka PO, groziło to korupcją w całym kraju.

Nowa ustawa zakładała także ulgi dla tzw. wideoloterii prowadzonych przez Totalizatora Sportowego. Obecnie na wideoloterie nałożone są bardzo wysokie podatki (45 proc. od przychodu plus 10 proc. dopłaty pobieranej od grających). Dzięki ulgom, Totalizator mógłby odzyskać swoją dawną pozycję na polskim rynku hazardowym.