W czwartek spodziewany jest premier Japonii Yukio Hatoyama, a w piątek - dniu elekcji - na kilka godzin przyleci prezydent USA Barack Obama.
Czerwony dywan na kopenhaskim lotnisku był w środę wielokrotnie rozwijany i zwijany. Z honorami witano w stolicy Danii członków Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. W ich rękach leży decyzja, które miasto zorganizuje olimpiadę za siedem lat: Chicago, Madryt, Rio de Janeiro czy Tokio. Zwycięzca będzie znany w piątek około godz. 18.30.
Pierwsza Dama USA ma bardzo napięty program ostatnich 48 godzin przed wyborami. Krótko po przylocie odwiedziła hotel, gdzie zatrzymali się członkowie MKOl i z niektórymi prowadziła rozmowy w cztery oczy.
- Mamy dużo pracy do wykonania. Nic nam nie obiecano. Pójdę i porozmawiam z niektórymi elektorami. Jestem bardzo podekscytowana - powiedziała dziennikarzom Michelle Obama.
Były wiceprzewodniczący MKOl Dick Pound nie ukrywał, że prezydent USA Barack Obama podjął ryzyko, decydując się na podróż do Kopenhagi. - Lider wolnego świata leci przez pół globu, by poprzeć Chicago. Czy to dobrze wykorzystany czas? - zastanawiał się Kanadyjczyk.
Zapytany o faworyta wyborów, Dick Pound odpowiedział, że bardzo trudno go wskazać. W jego opinii liczą się tylko trzy kandydatury, czwarta nie ma szans, ale nie chciał precyzować tej myśli.
Według firmy bukmacherskiej William Hill głównym faworytem stało się od poniedziałku Chicago. Tego dnia Obama ogłosił, że osobiście będzie lobbował za tym miastem w Kopenhadze. Nieco niższe notowania ma Rio de Janeiro, na trzeciej pozycji plasuje się Tokio, a na samym końcu Madryt.