"Spieprzaj dziadu" pod lupą językoznawcy

Przez prawie rok prokuratorzy z Lublina szukali językoznawcy, który podjąłby się oceny słów "spieprzaj dziadu". Językoznawcy nie chcieli jednak "dotykać" tego tematu. W końcu znalazł się odważny - a raczej odważna.
Słów "Spieprzaj dziadu" użył przed laty sam Lech Kaczyński. Wypowiedział je w 2002 roku, gdy ubiegał się o fotel prezydenta stolicy, pod adresem starszego mężczyzny. Za te same słowa młody mieszkaniec Lublina stanął przed prokuratorem.

Chodzi o wydarzenia z października ubiegłego roku. W Lublinie przebywał wtedy prezydent Lech Kaczyński, który spotykał się m.in. ze swoimi sympatykami, w samym centrum miasta, na Placu Litewskim. Tam też pojawił się lublinianin, Przemysław D.

Jak ustaliła prokuratura, mężczyzna krzyknął w stronę prezydenta słowa "Spieprzaj dziadu". Sam zainteresowany tłumaczył, że tylko cytował prezydenta, a swój okrzyk skierował nie w stronę Lecha Kaczyńskiego, ale innego z uczestników spotkania.

Śledczy chcieli poznać opinię językoznawcy na temat słów "spieprzaj dziadu" - jaki jest ich ładunek emocjonalny, czy można je uznać za zniewagę głowy państwa. Tyle, że nikt nie chciał się takiej oceny podjąć. Prokuratura zwróciła się o opinię do kilku znanych językoznawców, w tym do prof. Jerzego Bralczyka. Wszyscy odmówili, zasłaniając się m.in. natłokiem pracy i brakiem czasu.

Śledczy wysłali więc zapytanie do naukowców z ponad 20 uczelni wyższych. Dziś już wiemy, że opinię przygotuje biegły z Uniwersytetu Warmińsko - Mazurskiego. - To będzie kluczowa dla sprawy opinia - przyznaje prokurator Marek Zych, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej Lublin Północ.

Śledczy nie ujawniają nazwiska biegłego, który zdecydował się na współpracę. Wiemy tylko, że to kobieta.



Skomentuj:
"Spieprzaj dziadu" pod lupą językoznawcy
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX