Raport o wojnie w Gruzji: Zaczęli Gruzini, ale po prowokacjach

ga gazeta.pl Reuters, IAR, PAP
30.09.2009 , aktualizacja: 30.09.2009 16:42
A A A Drukuj
Wojnę na Kaukazie w 2008 roku rozpoczęło gruzińskie bombardowanie Osetii Południowej - uznali autorzy raportu, który miał rozstrzygnąć kto odpowiada za konflikt z sierpnia 2008 roku. Jednak pierwsze strzały poprzedziła seria prowokacji i incydentów. Autorzy raportu alarmują, że ryzyko wybuchu kolejnej wojny jest wciąż wysokie.
Zbombardowana przez rosyjskie samoloty miasto Gori
Fot. Krzysztof Miller / AG
Zbombardowana przez rosyjskie samoloty miasto Gori
Wojna w Gruzji
fot. AP
Wojna w Gruzji
Unijny raport o wojnie w Gruzji
Fot. YVES HERMAN REUTERS
Unijny raport o wojnie w Gruzji
Do tej pory Gruzja i Rosja obwiniały się wzajemnie o rozpętanie konfliktu, który kosztował życie kilkuset osób i spowodował ucieczkę ze swoich domów dziesiątek tysięcy mieszkańców. Raport - przygotowany na zlecenie Unii Europejskiej - miał pokazać winnych rozpętania wojny. Dziś komisja niezależnych ekspertów ze szwajcarską ambasador Heidi Tagliavini na czele przedstawiła wyniki swojej pracy.

Wina Gruzji: Ostrzał Cchinwali

Raport stwierdza, że wojnę (w raporcie użyto słów: "zbrojną fazę konfliktu") rozpoczął gruziński ostrzał Cchinwali (stolicy Osetii Południowej) w nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 roku.- Z punktu widzenia komisji, to Gruzja wywołała wojnę, atakując Cchinwali ciężką artylerią - oświadczyła jasno pani Tagliavini.

Z raportu wynika, że gruzińskie wojsko rozpoczęło działania wojenne, by przejąć kontrolę nad Osetią Południową, i nie stało się to - wbrew zapewnieniom prezydenta Micheila Saakaszwilego - w odpowiedzi na inwazję wojsk rosyjskich.

- Misja nie jest w stanie uznać za wystarczająco uzasadnione twierdzeń strony gruzińskiej co do rosyjskiej ofensywy zbrojnej dużych rozmiarów przed 8 sierpnia 2008 r. - głosi raport.

Odwetowe działania Rosji, byłyby usprawiedliwione, jednak zostały przeprowadzone z nadużyciem siły. Rosyjska obrona szybko przekształciła się w ofensywę na terytorium Gruzji. - Strona rosyjska także zasługuje na krytykę za znaczą liczbę naruszeń prawa międzynarodowego - podkreśliła ambasador Tagliavini

Wina Rosji: Prowokacje, paszporty, inwazja

Według raportu, to Moskwa odpowiada za wcześniejsze sprowokowanie napięcia wokół separatystycznych republik Osetii Południowej i Abchazji. Rosja jest też odpowiedzialna za podsycanie separatystycznych dążeń obu regionów, m.in. poprzez wydawanie rosyjskich paszportów mieszkańcom, a w czasie konfliktu - za inwazję rosyjskich wojsk na bezspornie gruzińskie terytorium.

Osetia Południowa i Abchazja nie miały prawa do secesji

Według autorów raportu, Południowa Osetia i Abchazja (kontrolowane obecnie przez Moskwę regiony Gruzji, które domagają się niepodległości) nie miały prawa do secesji. Raport stwierdza, że uznanie ich niepodległości przez Rosję "musi być uznane jako nieważne w świetle prawa międzynarodowego" i jako naruszenie prawa Gruzji do integralności terytorialnej i do suwerenności.

Czystki etniczne

W raporcie podkreślono, że zarówno siły rosyjskie i południowoosetyjskie, jak i gruzińskie są odpowiedzialne za łamanie międzynarodowego prawa humanitarnego. Według komisji, w czasie konfliktu dochodziło do czystek etnicznych. Ich ofiarą padli przede wszystkim Gruzini zamieszkujący Osetię Południową. Jednak autorzy raportu powstrzymali się przed wskazaniem osób odpowiedzialnych za te przestępstwa. Jednocześnie ryzyko nowej konfrontacji ocenili jako "poważne".

Rosja zadowolona z raportu

Pierwsze reakcje Moskwy i Tbilisi wskazują, że obie strony konfliktu będą na swój sposób interpretować ustalenia międzynarodowej komisji.

Strona rosyjska jest na ogół zadowolona z raportu. Rosyjscy politycy zwracają uwagę, ze raport wskazuje na Gruzję jako państwo, które pierwsze rozpoczęło działania wojenne.

Władimir Cziżow, przedstawiciel Rosji przy Unii Europejskiej powiedział, ze "sprawozdanie w rzeczy najważniejszej jest obiektywne, zawiera wniosek, że konflikt rozpoczął się od agresji Gruzji przeciwko Osetii Południowej". Ambasador Cziżow zwrócił uwagę, że raport zawiera ponad tysiąc stron i szczegółowe wnioski można będzie zrobić po jego analizie.

Gruzja: My nie zaczęliśmy

Według pierwszych reakcji Gruzji, raport potwierdza, że Rosja "cały czas" przygotowywała się do wojny. Minister ds. zjednoczenia Temur Iakobaszwili powiedział, że raport nie obwinia jego kraju za rozpoczęcie wojny. - Nie znajdziecie tam ani jednego słowa mówiącego, że to Gruzja zaczęła wojnę - mówił dziennikarzom Iakobaszwili. Zdaniem ministra, raport potwierdza, że wojna na Kaukazie w 2008 roku rozpoczęła się przed siódmym sierpnia.

- Raport dowodzi, że Rosja przez cały czas przygotowywała tę wojnę, a 7 i 8 sierpnia były kulminacją - mówił Iakobaszwili. Stwierdził też, że dokument nie dotyczy tego, "kto zaczął wojnę".

Wyważona reakcja UE

W przygotowanym zawczasu komunikacie prasowym Unia Europejska powitała z zadowoleniem przekazanie raportu i "odnotowała" jego tezy. - Podkreślając niezależny charakter raportu, UE wyraża nadzieję, że jego ustalenia przyczynią się do lepszego zrozumienia powodów i przebiegu zeszłorocznego konfliktu i - w szerszej perspektywie - będą stanowić w przyszłości wkład w międzynarodowe wysiłki w dziedzinie dyplomacji zapobiegającej (konfliktom) - głosi oświadczenie UE.

UE ponownie wezwała do "pokojowego i trwałego" rozwiązania konfliktu w Gruzji, przypominając konieczność pełnego poszanowania niepodległości, suwerenności i integralności terytorialnej państw na mocy prawa międzynarodowego.

UE nie uznała ogłoszonej w wyniku wojny, pod rosyjskim parasolem, niepodległości republik Osetii Południowej i Abchazji; wcześniej mediacja francuskiego przewodnictwa w UE doprowadziła do zawieszenia broni między stronami (porozumienia z 12 sierpnia i 8 września). Jego przestrzeganie monitoruje na miejscu ustanowiona 15 września unijna misja obserwacyjna. Pod egidą UE, ONZ i OBWE w Genewie toczą się, z trudnościami, rozmowy na rzecz unormowania sytuacji w Gruzji.

10 miesięcy prac

UE powołała misję do ustalenia przyczyn i przebiegu konfliktu 2 grudnia ub.r., stawiając na jej czele doświadczoną w dyplomacji panią Tagliavini, która wcześniej kierowała misją obserwacyjną ONZ w Gruzji. Początkowo prace 19 ekspertów z dziedziny prawa międzynarodowego i humanitarnego, praw człowieka, historii i wojskowości miały się zakończyć do 31 czerwca; mandat misji został jednak przedłużony o dwa miesiące.

Podziel się