Komentując sprawę Romana Polańskiego
Ryszard Kalisz zwrócił uwagę na to, że do procesu wcale nie musi dojść, jeśłi zdecyduje tak Barack Obama. Przywołał sprawę prezydenta Richarda Nixona, którego od procesu ws. afery Watergate uratowało ułaskawienie wydane przed jego następcę Gerarda Forda miesiąc po ustąpieniu Nixona z urzędu.
- Do wydania ułaskawienia prezydentowi federalnemu nie jest wcale potrzebny wyrok - zwraca uwagę Kalisz. Pytany o to, czy Polański zasługuje na ułaskawienie, odpowiada jednak: - Uważam, że on powinien mieć sprawiedliwy proces w Stanach Zjednoczonych.
Roman Polański został w sobotę zatrzymany na lotnisku w Zurychu na podstawie amerykańskiego nakazu aresztowania z 1978 roku. Amerykański wymiar sprawiedliwości zarzuca Polańskiemu, że w roku 1977 uwiódł 13-letnią wówczas Samanthę Geimer. W stanie Kalifornia czyn lubieżny z nieletnią klasyfikowany jest automatycznie jako gwałt. Obecnie Polański przebywa w areszcie, gdzie oczekuje na wynik postępowania ekstradycyjnego.
Ekstradycja Polańskiego do Stanów możliwa jest na podstawie
umowy USA ze Szwajcarią, która jednoznacznie nie określa, czy można wydać przestępcę, którego czyn w Szwajcarii już się przedawnił. W art. 2 mowa jest o tym, że czyn ma być karany w obu krajach podpisujących umowę, w art. 5 - że przestępstwo nie może przedawnić się tylko w kraju proszącym o ekstradycję.
Jednak według Kalisza, ważne są tu jeszcze wewnętrzne regulacje Szwajcarii: - A w Szwajcarii obowiązuje klauzula porządku publicznego, czyli nie ekstraduje się nikogo, jeśli dany czyn nie jest już karany w Szwajcarii.