Według prognoz, frekwencja w niedzielnych wyborach parlamentarnych w Niemczech może być rekordowo niska; w tygodniu przed głosowaniem blisko jedna trzecia wyborców nie wiedziała kogo poprze, albo czy w ogóle pójdzie do urn.
- Cztery lata temu głosowałem na SPD, ale teraz jej program prawie nie różni się od programu chadeków - powiedział Kostka, który prowadzi kiosk z prasą w centrum Berlina. Jego zdaniem, żadne ugrupowanie nie ma dobrych pomysłów na walkę z bezrobociem, które w przyszłym roku z powodu recesji gospodarczej dotknie prawie 4,5 mln Niemców. - No dobrze, jest kryzys. Ale nie można ciągle chować się za kryzysem - ocenił.
"Będzie jeszcze gorzej"
Największe zadowolenie panuje wśród ludzi na wschodzie Niemiec, w landach dawnej komunistycznej NRD. - Mamy dwa razy więcej bezrobotnych niż na zachodzie, gorszą infrastrukturę, więc nie ma się co dziwić, że jest tylu niezadowolonych - ocenia Kostka, mieszkaniec wschodniej części niemieckiej stolicy.
Obawia się on, że po niedzielnych wyborach do władzy dojdzie czarno-żółta koalicja, czyli chadecy i liberałowie. - Ci, którym już dziś nie wiedzie się za dobrze, będą się mieli jeszcze gorzej. Bogaci będą płacić niższe podatki, a ciężar poniosą ci, którzy mają niewiele - dodaje Kostka.
Rozczarowania polityką nie kryje też Jolanta, ekspedientka ze sklepu z pamiątkami w jednej z najbardziej uczęszczanej przez turystów części Berlina. - Kiedyś głosowałam, ale przestało mnie to interesować. Nie wierzę, że coś się zmieni na lepsze - mówi. Złości ją to, że władze "pchają pieniądze" w hojne - jej zdaniem - zasiłki dla bezrobotnych, którzy nawet nie mają ochoty pracować. - Chyba w żadnym innym kraju państwo nie pomaga tak bezrobotnym, jak w Niemczech. Zasiłek w wysokości 360 euro miesięcznie i do tego czynsz, rachunki... A ze mnie śmieją się, że chodzę do pracy za grosze - wyznaje kobieta.
Ekspert: Myślą, że nie mają na nic wpływu
W nieco inny sposób swój protest wobec polityków zademonstruje 21-letnia Anja. - Idę na wybory, ale oddam nieważny głos. Skreślę wszystkich - mówi. Także ona nie wierzy, że jakikolwiek rząd zdoła poradzić sobie z kryzysem gospodarczym. - Nie zanosi się też na to, że w najbliższym czasie nasi żołnierze znikną z Afganistanu. A to też bardzo ważne wyzwanie - dodaje.
Zdaniem berlińskiego politologa Gero Neugebauera, złość i rozczarowanie to ważne, choć nie jedyne motywy, którymi kierują się osoby nie biorące udziału w wyborach. - Niektórzy uważają, że ich głos nie ma znaczenia, a wszystko i tak jest rozstrzygnięte. Inni po prostu są leniwi - ocenia ekspert.
A ci, którzy poszli na wybory...
- Głosowałem na CDU, bo mają bardziej rzeczowy program. Chyba lepiej poradzą sobie z tym całym kryzysem - wyznał pan Juergen, emeryt z Berlina. Jego żona, Heidi dorzuca: - Byle tylko znów nie rządziła wielka koalicja chadeków z SPD.
Kobieta ma nadzieję, że chadecy i liberałowie uzyskają większość, by mogli wspólnie utworzyć rząd. Obie partie obiecują obniżenie podatków w następnej kadencji, jednak para sceptycznie podchodzi do tych zapowiedzi. - Nie wierzę w obietnice. Pewnie i tak za cztery lata będziemy płacić wysokie podatki - ocenia emeryt.
Z kolei młode małżeństwo studentów, Ulrike i Jonas Hahnenadel, mają nadzieję, że po wyborach Niemcami nadal będą wspólnie rządzić chadecy i socjaldemokraci. - Te partie reprezentują większość Niemców i razem mogą zdziałać więcej niż jakakolwiek inna koalicja - ocenia Ulrike. Głosowała ona na CDU, ale nie tylko ze względu na program wyborczy tej partii. - Jestem bardzo zadowolona z naszej pani kanclerz Angeli Merkel. Jest autentyczna, ludzka, inteligentna i stawia na dobrą współpracę, a nie spory - ocenia. - Poza tym jestem za wzmocnieniem roli kobiet w życiu publicznym - podkreśla Ulrike.
Głosował na SPD, ale docenia Merkel
Jej mąż potakuje: - Nie na darmo Merkel została uznana za najpotężniejszą kobietę na świecie - ocenia Jonas Hahnenadel. On sam głosował na SPD. - Pochodzę z rodziny o socjaldemokratycznych tradycjach - wyjaśnia.
Zdaniem 36-letniego Alexa, najważniejszym zadaniem dla przyszłego Bundestagu będzie "utrzymanie standardu życia". W niedzielę oddał on głos na Zielonych. Jak przyznaje, wydaje się, że partia jest najmniej zależna od wielkich koncernów i grup interesu. - Przynajmniej jeszcze tego nie widać - zastrzega.
Choć słoneczna pogoda we wszystkich regionach Niemiec mogłaby sprzyjać frekwencji, to - według pierwszych doniesień - do południa do urn poszło mniej osób niż przed czterema laty.