Złość i rozczarowanie. Dlaczego Niemcy nie głosują?

mar, PAP
27.09.2009 , aktualizacja: 27.09.2009 14:45
A A A Drukuj
Angela Merkel oddaje głos. Pozostanie na stanowisku kanclerza, powodzenie jej rządu zależeć będzie jednak od koalicji. Jeśli FDP i CDU zdobędą dosyć głosów, by rządzić razem, Merkel może spać spokojnie Fot. FABRIZIO BENSCH REUTERS Angela Merkel oddaje głos. Pozostanie na stanowisku kanclerza, powodzenie jej rządu zależeć będzie jednak od koalicji. Jeśli FDP i CDU zdobędą dosyć głosów, by rządzić razem, Merkel może spać spokojnie
- Nie głosuję, by zaprotestować przeciwko temu, co robią z tym krajem politycy - przyznaje 60-letni berlińczyk Hans-Joachim Kostka. W tym roku po raz pierwszy nie weźmie udziału w wyborach do Bundestagu. Do południa do urn poszło mniej Niemców niż przed czterema laty
Frank-Walter Steinmeier głosuje razem z innym mieszkańcem Berlina
Fot. TOBIAS SCHWARZ REUTERS
Frank-Walter Steinmeier głosuje razem z innym mieszkańcem Berlina
Lider FDP Guido Westerwelle głosował w Bonn. Uśmiechnięty. Wieczorem zobaczymy, kto będzie się śmiał ostatni: on czy Steinmeier
Fot. Roberto Pfeil AP
Lider FDP Guido Westerwelle głosował w Bonn. Uśmiechnięty. Wieczorem zobaczymy, kto będzie się śmiał ostatni: on czy Steinmeier
Niemiec w tradycyjnym stroju bawarskim głosuje w Bayrischzell, 27 września 2009
Fot. UWE LEIN AP
Niemiec w tradycyjnym stroju bawarskim głosuje w Bayrischzell, 27 września 2009
GALERIA ZDJĘĆ
Według prognoz, frekwencja w niedzielnych wyborach parlamentarnych w Niemczech może być rekordowo niska; w tygodniu przed głosowaniem blisko jedna trzecia wyborców nie wiedziała kogo poprze, albo czy w ogóle pójdzie do urn.

- Cztery lata temu głosowałem na SPD, ale teraz jej program prawie nie różni się od programu chadeków - powiedział Kostka, który prowadzi kiosk z prasą w centrum Berlina. Jego zdaniem, żadne ugrupowanie nie ma dobrych pomysłów na walkę z bezrobociem, które w przyszłym roku z powodu recesji gospodarczej dotknie prawie 4,5 mln Niemców. - No dobrze, jest kryzys. Ale nie można ciągle chować się za kryzysem - ocenił.

"Będzie jeszcze gorzej"

Największe zadowolenie panuje wśród ludzi na wschodzie Niemiec, w landach dawnej komunistycznej NRD. - Mamy dwa razy więcej bezrobotnych niż na zachodzie, gorszą infrastrukturę, więc nie ma się co dziwić, że jest tylu niezadowolonych - ocenia Kostka, mieszkaniec wschodniej części niemieckiej stolicy.

Obawia się on, że po niedzielnych wyborach do władzy dojdzie czarno-żółta koalicja, czyli chadecy i liberałowie. - Ci, którym już dziś nie wiedzie się za dobrze, będą się mieli jeszcze gorzej. Bogaci będą płacić niższe podatki, a ciężar poniosą ci, którzy mają niewiele - dodaje Kostka.

Rozczarowania polityką nie kryje też Jolanta, ekspedientka ze sklepu z pamiątkami w jednej z najbardziej uczęszczanej przez turystów części Berlina. - Kiedyś głosowałam, ale przestało mnie to interesować. Nie wierzę, że coś się zmieni na lepsze - mówi. Złości ją to, że władze "pchają pieniądze" w hojne - jej zdaniem - zasiłki dla bezrobotnych, którzy nawet nie mają ochoty pracować. - Chyba w żadnym innym kraju państwo nie pomaga tak bezrobotnym, jak w Niemczech. Zasiłek w wysokości 360 euro miesięcznie i do tego czynsz, rachunki... A ze mnie śmieją się, że chodzę do pracy za grosze - wyznaje kobieta.

Ekspert: Myślą, że nie mają na nic wpływu

W nieco inny sposób swój protest wobec polityków zademonstruje 21-letnia Anja. - Idę na wybory, ale oddam nieważny głos. Skreślę wszystkich - mówi. Także ona nie wierzy, że jakikolwiek rząd zdoła poradzić sobie z kryzysem gospodarczym. - Nie zanosi się też na to, że w najbliższym czasie nasi żołnierze znikną z Afganistanu. A to też bardzo ważne wyzwanie - dodaje.

Zdaniem berlińskiego politologa Gero Neugebauera, złość i rozczarowanie to ważne, choć nie jedyne motywy, którymi kierują się osoby nie biorące udziału w wyborach. - Niektórzy uważają, że ich głos nie ma znaczenia, a wszystko i tak jest rozstrzygnięte. Inni po prostu są leniwi - ocenia ekspert.

A ci, którzy poszli na wybory...

- Głosowałem na CDU, bo mają bardziej rzeczowy program. Chyba lepiej poradzą sobie z tym całym kryzysem - wyznał pan Juergen, emeryt z Berlina. Jego żona, Heidi dorzuca: - Byle tylko znów nie rządziła wielka koalicja chadeków z SPD.

Kobieta ma nadzieję, że chadecy i liberałowie uzyskają większość, by mogli wspólnie utworzyć rząd. Obie partie obiecują obniżenie podatków w następnej kadencji, jednak para sceptycznie podchodzi do tych zapowiedzi. - Nie wierzę w obietnice. Pewnie i tak za cztery lata będziemy płacić wysokie podatki - ocenia emeryt.

Z kolei młode małżeństwo studentów, Ulrike i Jonas Hahnenadel, mają nadzieję, że po wyborach Niemcami nadal będą wspólnie rządzić chadecy i socjaldemokraci. - Te partie reprezentują większość Niemców i razem mogą zdziałać więcej niż jakakolwiek inna koalicja - ocenia Ulrike. Głosowała ona na CDU, ale nie tylko ze względu na program wyborczy tej partii. - Jestem bardzo zadowolona z naszej pani kanclerz Angeli Merkel. Jest autentyczna, ludzka, inteligentna i stawia na dobrą współpracę, a nie spory - ocenia. - Poza tym jestem za wzmocnieniem roli kobiet w życiu publicznym - podkreśla Ulrike.

Głosował na SPD, ale docenia Merkel

Jej mąż potakuje: - Nie na darmo Merkel została uznana za najpotężniejszą kobietę na świecie - ocenia Jonas Hahnenadel. On sam głosował na SPD. - Pochodzę z rodziny o socjaldemokratycznych tradycjach - wyjaśnia.

Zdaniem 36-letniego Alexa, najważniejszym zadaniem dla przyszłego Bundestagu będzie "utrzymanie standardu życia". W niedzielę oddał on głos na Zielonych. Jak przyznaje, wydaje się, że partia jest najmniej zależna od wielkich koncernów i grup interesu. - Przynajmniej jeszcze tego nie widać - zastrzega.

Choć słoneczna pogoda we wszystkich regionach Niemiec mogłaby sprzyjać frekwencji, to - według pierwszych doniesień - do południa do urn poszło mniej osób niż przed czterema laty.

Podziel się