Witold Waszczykowski, były negocjator polskiego rządu ws. budowy w Polsce elementów systemu obrony przeciwrakietowej, a obecnie zastępca szefa BBN, od kilku dni w mediach krytykuje postawę polskiego rządu.
- Pół roku temu prorokowałem, że nawet jeśli prezydent
USA wycofa się z umowy, to okopy Świętej Trójcy światowego buszyzmu czyli nasze Biuro Bezpieczeństwa Narodowego się na to nie zgodzi i będzie walczyć dalej - mówił Sikorski w Poranku
TOK FM, przypominając, że to rząd zawiódł się na ministrze Waszczykowskim.
Samobiczowanie na prawicy Zdaniem ministra spraw zagranicznych, rezygnacja z budowy bazy w Polsce to w pełni autonomiczna decyzja Amerykanów i ratyfikacja dokumentu przez stronę polską nic by nie zmieniła. Taki argument w ubiegłym tygodniu wyciągał głównie
Jarosław Kaczyński.
- Widać, że to była amerykańska decyzja podjęta na podstawie amerykańskich przesłanek. Mam nadzieję, że umilkną głosy u nas kraju, głosy tego naszego samobiczowania się, że Polska mogła coś lepiej, gorzej. Musimy zdać sobie sprawę, że mamy niewielki wpływ na decyzję supermocarstwa - podkreślał szef MSZ.
Według Sikorskiego, Obama zdecydował się zmienić plany w sprawie systemu obrony przeciwrakietowej biorąc przede wszystkim pod uwagę sceptycyzm Demokratów wobec pomysłu budowy tarczy.
Nagła decyzja - Sama decyzja powstała dość nagle po stronie amerykańskiej, więc to trochę nie fair mówić, że Tusk nie czekał na telefon Obamy - mówił Sikorski. O tym, że do Polski przyjeżdża delegacja Amerykanów, polski rząd miał dowiedzieć się "w ciągu dosłownie kilkunastu godzin od decyzji Amerykanów".
Minister spraw zagranicznych nie przejmuje się jednak decyzją amerykańskiej administracji. - Polska jest krajem europejskim i swoje bezpieczeństwo musi budować tu w Europie - tłumaczył Sikorski.
Szczygło: Stany Zjednoczone są pewniejszym partnerem w polityce bezpieczeństwa niż Europa